Imieninowo - czyli 28. miesiąc

12 września 2016


 
Dziś świętujemy imieniny Majeczki! Obchodzimy je zwykle hucznie! Gościmy najbliższych, a Maja z chęcią przyjmuje życzenia, karteczki, prezenty, a nawet pierwsze bukiety kwiatów. Dziadek absolutnie zawsze pamięta o małym kwiatuszku dla Mai. A dziekuję dziadku z wielkim całusem utwierdza go w przekonaniu, że warto pamiętać o tym, przy następnej okazji. Kobietka mała. 

Wychodzę z założenia, że każda okazja do świętowania jest dobra. Obecnie coraz mniej ludzi to robi. I szczerze tego nie rozumiem. Dla mnie to jakaś taka fałszywa skromność i narzucenie innym braku spontaniczności. A przecież to znakomity pretekst do wspólnego spotkania, pobawienia się z dzieckiem, upieczenia ciasta. Często wspólnie. Pamiętacie imieniny cioci? Te huczne popołudniowe poczęstunki. Suto zastawiony stół? Sałatki warzywne, korniszonki i wódeczka dla dorosłych? Siedzenie po nocach i ten donośny śmiech przez pół wieczoru i nocy? Czysta radość. Okazja do spędów rodzinnych. Wspominania i rozmowy. Ja pamiętam doskonale. A wspominam baaaaardzo mile.

W tym roku zamiast mnóstwa prezentów postanowiliśmy poprosić rodzinę i chrzestnych o zrzutkę na jeden duży, który wiemy, że Mai przypadnie do gustu, służyć zaś będzie dłuższy czas. Wczoraj wieczorem było wielkie skręcanie, a dziś rano Majeczka na bosaka podreptała do dużego pokoju i obdarzyła Nas wielkim uśmiechem. Kuchnia to był strzał w dziesiątkę. Była już sałatka, ogórki kiszone, herbatka. Zmywanie  i gotowanie. No ogólnie jest radocha. 



A ten miesiąc? Kurcze no jak to z dzieckiem. Pełen niespodzianek. W tym miesiącu akurat mało pozytywnych. Maja wkracza w kolejny ciężki okres i co dzień jest ciężej. Są płacze z byle powodu. Jest stawianie na swoim, ustawianie, lamenty, płacze, histerie. Brak apetytu, ogólne rozdrażnienie i powtarzanie tysiące razy jednej rzeczy, której koniec końców Maja nie robi. Majowe rządy. Gdy do tego dochodzą hormony ciążowe matki mieszanka wybuchowa. Awantury każdego dnia. Jak ją ogarnąć? Czasami kompletnie się nie spodziewam jej wybuchu. A już z pewnością nie własnego. Ze skrajności w skrajność, bo Majusia naprawdę jest czułym i kochanym bebeciem. Berbeciem, który w jednej chwili z Kocham mamę przechodzi na Wyjdź, bo jest tu babcia. Matko, jak ja się spłakałam. 

No ale taki wiek. Co poradzić. Maja jest coraz sprawniejsza manualnie. Coraz więcej rzeczy chce robić sama. Zaczyna też rozumieć o co chodzi w zabawie z dziećmi. Często je podgląda, na śladuje i zagaduje. Wygląda na to, że etap zabawy pararelnej zaczynamy mieć za sobą. Zaczyna ją interesować świat w koło. Pyta mnie o literki i cyferki. Musimy się zaopatrzyć w nowe pomoce naukowe. Zdecydowanie. A jazda samochodem to nieustające pytania o marki samochodów Mama, a co to za auto?


Czytanie staje się powoli jej pasją. Widzi, że czytam ja. Ogląda moje książki. Często bierze własną w rączki i mówi Chodź mamo teraz ja Ci poczytam. W tym miesiącu doszło nowe hobby: rysowanie. Odkąd Maja dostała od chrzestnego wypasione kredki (mimo 3 innych zestawów w domu) po prostu wciąż rysuje. Mało tego z dnia na dzień rysunki przestały być gryzmołami, a zaczęły pojawiać się kształty. Kółka, ślimaki i twarze. Maja rysuje, a potem nam opowiada co jest na obrazku. Wspaniała rzecz. Zrezygnowaliśmy już nawet z zakupu bloków rysunkowych na rzecz rysy papieru.

No i mowa. Wiem, że niektóre dzieci na naszym etapie mówią bardzo mało. I nie ma się czym stresować. W końcu dziecko rozwija się we własnym tempie i nie należy na nim wywoływać żadnej presji. Maja ma akurat niezwykle lekka mowę. Jej zasób słownictwa nas zaskakuje. Sposób w jaki formułuje zdanie. Wyciąga wnioski. Powtarza po Nas całe frazy, doskonale je rozumiejąc i wiedząc, w jakim przypadku ich użyć. Fakt, że czasem jej nie rozumiemy. Jest szybka. Ma szybkie myśli i zbyt szybciutko chce je przekazać. Wówczas wyrzuca z siebie słowa z prędkością błyskawicy,a my kompletnie nie wiemy, o co kaman. Ale naprawdę łapie wszystko. I wiecie co? Zaczyna się u niej kształcić poczucie humoru. Uwielbia nas na coś nabierać, robić sobie żarty. Śmieje się też z jakiś nowo poznanych słówek np. smrodek albo dziubas. Zawsze ją to bawi. Tak, jak kiedyś bawiło ją oregano.

Ahhhh dzieje się nieustająco coś. Już zdążyłam przywyknąć do sielanki, a przychodzi nowy kryzys. I co? trzeba sobie jakoś poradzić. Przed nami nauka samodzielnego ubierania, literek i cyferek. Rozwój manualny. I wyciszenie. Już widzę, że uspokaja ją czytanie i malowanie oraz układanie puzzli. Za nami 28 miesięcy. Dopiero. A mnie się zdaje, że dopiero to ona kopała mnie w brzuchu.


Ty też tak masz? Nie zauważasz upływającego czasu, a dziecko rośnie w oczach? Jak się rozwija Twoje maleństwo? I co najważniejsze jak sobie radzisz z wybuchami złości? agresji? buntu? z fochami i humorkami?

Zobacz także

0 komentarze