Farma Dyń - pomysł na weekend czy strata czasu?

18 października 2016

Jakiś czas temu znalazłam informację na temat mieszczącej się w Polsce Farmy Dyń. Cudowny Pomysł prawda? Uwielbiam takie miejsca. I bardzo podoba mi się fakt, że na polskie stoły coraz odważniej wkracza to cudne warzywo. Do tego w Halloween zabawę mamy przednią przy ich wydrążaniu. Naturalnie więc bardzo chciałam to miejsce odwiedzić. 

W zeszłym roku nie mieliśmy ku temu sposobności. Majeczka była mała, a jej drzemki skutecznie uniemożliwiały nam podróże, ale w tym postanowiłam nie odpuszczać. Od dawna nie było słonecznego weekendu, a prognozy nie zapowiadają się najlepiej na przyszłe tygodnie, więc tym razem wystarczył mi fakt, że nie pada. Zapakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy pod Warszawę, by zobaczyć, co faktycznie ów Farma Dyń oferuje. 
 
 


Wielu blogerów zachwalało to miejsce. Spodziewałam się wielkiego gospodarstwa z polem porośniętym dyniami, małym zajazdem i zagrodami dla zwierząt. Pomyślałam, że super, że tworzy się coraz więcej miejsc przyjaznym dzieciom. No cóż. Moje wyobrażania nieco odbiegły od rzeczywistości. Ów farma to kawałek pola pod Warszawą, gdzie sprzedawane są dynie. Jeśli pole dyniowe jest to skutecznie zasłonięte i bez wstępu dla osób prywatnych. Fakt zagrody dla zwierząt są - ale tych zwierzaczków naprawdę jak na lekarstwo (kilka królików, kaczuszki, kilka kurek i ze trzy baranki)-  raczej nie nazwałabym tego mini zoo. Jest też labirynt ze słomy dla najmłodszych i trampolina na którą nie można wchodzić, ale zdejmując buty. Biorąc pod uwagę, że było jakieś 5 stopni, a wiatrzysko chciało nam głowy urwać - kiepski to pomysł. O zgrozo dzieci były również zachwycone huśtawkami, przy nietęgich minach rodziców, co rusz któreś było skutecznie do niech zniechęcane.
 

Liczyłam na jakiś mały bar, gdzie można się ogrzać przy herbacie, porządną toaletę z przewijakiem, dostosowaną do potrzeb najmłodszych. Zamiast tego jest Toi toi, gdzie niezbyt przyjemnie jest załatwiać swoje potrzeby przy tak niskich temperaturach, jakie w Polsce są powszechne w miesiącach jesiennych. Niestety pożywić się też nie ma gdzie. To są sporo mankamenty.

Czy warto tam jechać? Tak. Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic można tam spędzić urocze popołudnie. Dzieciom wiele nie potrzeba. Zwierzątka zachwycają, tym bardziej, że do zagród można wchodzić. Pogłaskać króliczka. No uśmiech Mai był baraardzo szeroki. Dyń jest cała masa. Od wyboru do koloru. No dobrze - brakowało mi białej, o której marzę od jakiegoś czasu. Tak naprawdę pełno tam rodziców z dziećmi. Acz większość to faktycznie tamtejsi mieszkańcy. Jeśli więc wpadniesz na pomysł by jechać aż z Łodzi, tylko po to by pokazać dziecku coś interesującego, gdzie raczej nie przycupniesz w cieple po długiej podróży, zastanów się dwa razy. Koniecznie zatrzymaj na pobliskiej stacji, jeśli potrzebujesz dziecku zmienić pieluchę i zaopatrz się w kanapki oraz herbatę w termosie. Na polu na prawdę jest dużo zimniej niż w mieście.

Sama idea rewelacyjna - dla mieszkańców Warszawy i okolic znakomita alternatywa do spędzenia z dzieckiem czasu gdzie indziej niż galeria handlowa. Mam nadzieję, że właściciele nie mówią ostatniego zdania nieco urozmaicą to miejsce o udogodnienia dla mam z dziećmi oraz wezmą pod uwagę warunki atmosferyczne panujące w Polce między 15 września, a  31 października, bo właśnie w tych miesiącach otwarta jest Farma. Jeśli więc masz blisko śmigaj, nie zastanawiaj się. To urokliwe miejsce, pełne dyń, gdzie dziecko może pląsać do woli, a Ty zrobisz mu przepiękne zdjęcia. 

Uwaga! Ceny dyń również warszawskie :P


A Ty znasz jakieś ciekawe miejsca na spędzenie rodzinnego popołudnia?


Zobacz także

0 komentarze