Z biblioteczki Majeczki: przygoda z TURLUTUTU czyli o fenomenie książek Hevre Tullet'a

15 listopada 2016


 
O tym, że dziecku należy czytać i to jak najwięcej, chyba nie muszę pisać. To oczywiste, jak słońce. Przynajmniej dla mnie. Ale jak wiesz, ja ogólnie lubię czytać. Robię co w mojej mocy, by na blogu wypromować czytelnictwo również dla najmłodszych. Majeczka ma osobny cykl książkowy, choć chyba za rzadko go uzupełniam, dlatego postanowiłam troszkę to nadrobić. 

Czytamy codziennie. Nie powiem Ci ile. Nie liczę. Uważam, że ważne jest po prostu czytanie. A długość tej czynności zależy nie tyle od czasu, jakim dysponuje rodzic, co charakterem i etapu rozwoju dziecka oraz jego nastroju. Obowiązkowe u Nas jest tylko czytanie na dobranoc - bardzo krótkie. Chodzi o sam rytuał i to Maja nam nie pozwala go pomijać. Gdyby ją słuchać, mogłabym czytać i godzinę albo i dłużej. Ale robimy to również w ciągu dnia. Odwiedzamy bibliotekę. Książki kupujemy i wypożyczamy.

Gdyby nie blogowe mamy, pewnie nigdy bym nie poznała tego śmiesznego, acz nieco ekscentrycznego kosmity, jakim jest TURLUTUTU. Książki z wydawnictwa BABARYBA nie należą do tych komercyjnych. Rzadko spotkacie je na półkach w sieciowych księgarniach. Zwykle tylko na zamówienie lub poprzez sprzedaż internetową. Nic dziwnego, że w ręce mi same nie wpadły. A szkoda. Uważam, że zasługują na uwagę. Dlaczego? Bo są ciekawe, a dzieciaki je wprost kochają.

 
Turlututu to kosmita, który zamieszkuje odległą planetę. Zamiast głowy ma wielkie oko. Oczy na planecie Turlututu ma wszystko - góry, słońca, chmury, drzewa, kwiaty. Z dorosłego punktu widzenia jest nieco odstraszający, ale naprawdę się tym nie należy zrażać. Turlututu bowiem jest przyjazny, zawsze uśmiechnięty, mega pozytywy i skłania dziecko do interakcji.

Właśnie tym wyróżniają się książki Havre Tulleta. One wciągają dziecko w magiczny świat, są motorem do super zabawy wraz z rodzicem i zmuszają wręcz do uśmiechu. Dzięki Turlututu możemy polecieć statkiem kosmicznym, wspólnie śpiewamy, krzyczymy, pomagamy mu w zakupach, remoncie, robimy mu niespodzianki/ Zabawy z Turlututu wciągają, radują i uzależniają. A Maja poznaje nowe, fantastyczne słownictwo. To historyjki połączone z interaktywnymi zabawami. Zapomnij, że te książki przeczytasz tylko raz i będziesz musiała sięgać po kolejne, by dziecko się nie znudziło. Nie ma takiej opcji. Zwykle czytamy jedną część minimum 3-4 razy - rekordowo do 10!

Z serii mamy już TURLUTUTU, A KUKU TO JA!, TURLUTUTU NA WAKACJACH (polecam dla dzieci, które już rysują i potrafią posługiwać się kredką - są tu bowiem malowanki, naklejki, labirynty, zadania do rozwiązania itp.) oraz TURLUTUTU MAGICZNE PRZYGODY.

Posiadamy też bestseller, który kompletnie nie robi wrażenia, dopóki nie zaczniecie bawić się z dzieckiem czyli: NACIŚNIJ MNIE! Tak. Tu są tylko kropki w trzech kolorach i polecenia. Ale dziecko jest wciągnięte w zabawę na całego. Należy bowiem robić z nią wszystko, to czego zwykle mama nie pozwala czyli pocierać paluszkami, dmuchać na nią, obracać nią w lewo, w prawo, potrząsać, a do tego radośnie klaskać. Niby rzecz banalna, a nikt jeszcze na to nie wpadł. W tej prostocie tkwi wielki sukces. 

Herve Tullet jest po prostu mistrzem w wymyślaniu prostych, acz nieprawdopodobnie absorbujących zabaw dla dzieci. W końcu to tata wesołej trójeczki. Pobudza wyobraźnię dziecka i ćwiczy kreatywność. W domu słychać wesołe piski, krzyki i śmiechy. Dla mnie mistrzostwo świata. To nasz ulubiony bohater zabaw w ciągu dnia!

Znasz już Turlututu? Nie? To koniecznie musisz to zmienić. Nie wahaj się. Gwarantuję, że Twoje dziecko będzie zachwycone. A jeśli już się znacie, napisz proszę kilka słów, jak Twoje dziecko reaguje? Które części posiadacie? I które najbardziej lubicie. Nam się marzy cała seria :)
 

Zobacz także

0 komentarze