Hej rodzice wstajecie? - czyli miesiąc 31

12 grudnia 2016


Strasznie żałuję, że zaniedbałam ostatnio robienie notatek. Całą ciążę z Mają i jej okres niemowlęcy skrzętnie notowałam momenty ważne i te mniej doniosłe. Nasze małe sukcesy, kroki milowe, śmieszne słówka i teksty. Teraz nie mam kiedy tego robić. Gdy przychodzi wieczór jestem zmęczona i tylko myślę, co muszę zrobić. Kupić to, zamówić tamto, odpisać tu, napisać tam, coś poczytać. I tak dni mijają nieubłaganie szybko, a mój kalendarz świeci pustką.

Miniony miesiąc po części przesiedzieliśmy w domu przez chorobę. Niby nic wielkiego się nie działo, acz codziennie Maja wprawiała mnie w zdumienie. Codziennie doprowadza mnie do czerwonej kreski, gdzie zaczyna mi z uszu parować, jednocześnie codziennie zachwyca. Czasem mam dość, a czasem mam ochotę ją schrupać i bronić przed całym światem. Noce nieprzespane... chyba znów już do tego przywykłam. Gramoli nam się gamoń do łóżka. Ledwo się mieścimy,  bo ja jeszcze z poduchą ciążową, odrętwiała, bez ruchu. O 5 rano słyszę: Rodzice, chcecie wstać, co? 

Jednym natomiast mogę się pochwalić. Moje dziecko umie liczyć do 10! Nie zawsze rozpoznaje jeszcze cyfry, ale liczyć potrafi. Czasem zje szóstkę - jakoś ta cyfra jej umyka, ale liczy. Pyta coraz częściej o literki. Zwłaszcza, gdy mam t-shirta z napisami. Książeczki czytamy, aż do znudzenia. No i faza na wyimaginowanych przyjaciół ulega znacznemu rozwojowi. Maja lubi fantazjować, udawać, coś opowiadać. Puzzle poszły w odstawkę. Bawimy się w sklep. Więcej rysujemy. No i szalejemy. No dobra szaleje Maja z tatą.

Coraz więcej skacze. Na dwóch nogach, na jednej nodze, jak żabka, jak kangur, wzwyż i w dal. Wspina się na coraz większe krzesła. Biega. Chodzi tyłem. Czołga się. Wchodzi po schodach, schodzi. Ma też coraz większego diabła za skórą i do głowy przychodzą jej coraz bardziej przerażające mnie rzeczy - np. wtykanie czegoś do kontaktu. Zaczynam się bać, zostawiać ją samą w pokoju, bo odkąd odkryła, że skoro podeścik z toalety można wykorzystywać do zapalenia światła, to można go też używać do otwierania szafek dotąd nie spenetrowanych.


Hitem tego miesiąca są kredki do malowania twarzy. Począwszy od Halloween na ubiegłym tygodniu skończywszy, Maja codziennie malowała i mnie, i siebie, i mój brzuch. Babcia ostatnio zapomniała zmyć przed wyjściem swój makijaż i przejechała całe miasto z twarzą artystycznie pomalowaną na czarno. Popłakała się ze śmiechu na tę wieść. A odkąd Mikołaj przyniósł Mai zestaw lekarza, codziennie po kilka razy dostaję zastrzyki i jestem pod stałą opieką specjalisty.
 
Co jest najwspanialsze, to reakcja Mai na brzuch. Wiem, wiem już Ci opowiadałam, ale to naprawdę niesamowite, jak Maja jest empatyczna. Pełna miłości i czułości. Udaje, że sama jest w ciąży, wkładając Henia pod bluzkę, albo ciągle powtarza moje słowa, że np. nie może się schylać, bo jej ciężko. Gdy co tydzień robimy zdjęcia brzuszka, to przychodzi całować i tulić go. Sama pozuje. Zauważa każde malutkie dziecko, z miejsca mi je pokazując. Urocze.
 
Rozpoczęłyśmy przygotowania do Świat, ale u nas naprawdę wszystko tak wolno idzie. Na spokojnie. Tylko Maja strasznie się przestraszyła Mikołajek, co mnie kompletnie zbiło z tropu. Nie chciała prezentu z butów. Absolutnie. Dopiero z czasem zaczęła oglądać. Ehhhh.
 

No sama widzisz, niby nic, a zawsze mam Ci o czym opowiadać. Rośniemy. Obie. Zmieniamy się. Obie. A w sumie wszystkie trzy. A teraz z niecierpliwością wyczekujemy Świąt Bożego Narodzenia. A co u Ciebie?
 

Zobacz także

0 komentarze