LA LA LAND - Jaką cenę płacimy za marzenia?

9 lutego 2017


Kto jak kto, ale ja wręcz przepadam za produkcjami muzycznymi. Wychowałam się na "Grease", "Dirty Dancing", "Flashdance" itp., Oglądałam je po kilkanaście... nie, nawet kilkadziesiąt razy. Znam je na pamięć. Zawsze poprawiają mi humor i wywołują nostalgię. Kino bez muzyki dla mnie nie istnieje. A kino, w którym dodatkowo jest taniec - to coś wspaniałego. "La La Land" zbiera same laury. Otrzymał aż 14 nominacji do Oscara, 11 do nagrody BAFTA. Zgarnął już 7 złotych Globów, nagrodę MFF w Wenecji, 8 statuetek Critics Choice, 4 statuetki Satelity i wiele, wiele innych. Niestety osobiście filmu jeszcze nie widziałam, ale widział go nie kto inny, jak nasz krytyk, który od tak dawna nie gościł na SAVE THE MAGIC MOMENTS - Konrad Kluza. Sama zobacz, co sądzi na jego temat:
 



„La La Land” Damiena Chazelle’a to dzieło, które świadomie nazwać mogę współczesnym klasykiem. Film zrealizowany został w szerokoekranowym CinemaScope z wielkim zaangażowaniem środków oraz ogromnym szacunkiem do starohollywodzkiej szkoły. Napiszę więcej, dla filmów takich jak „La La Land” stworzono kino! Już pierwsza scena na autostradzie nakręcona jednym ujęciem nie budzi wątpliwości, że mamy do czynienia z produkcją zrealizowaną perfekcyjnie od strony wizualnej, w której muzyka pełni równorzędną rolę z obrazem.

Do kolorowego świata „La La Land” chciałoby się wracać bez przerwy. Piękne kadry, dynamiczne ujęcia, duże oczy Emmy Stone, nostalgiczny klimat dawnego Hollywood i pulsująca energią muzyka. Twórca „Whiplash” po raz kolejny udowodnił, że świetnie czuje się w jazzowych klimatach. Radosny muzyczny spektakl zmienia jednak ton w trakcie seansu, zaś klasyczna z pozoru musicalowa narracja przybiera postać dramatu, w którym dominować zaczyna codzienna szara rzeczywistość. „La La Land” to tak naprawdę słodko-gorzka opowieść skierowana do pokolenia młodych ludzi, którzy na pytanie "mieć czy być" powinni mieć jedną i jasną odpowiedź. Z pewnych względów nie potrafią jednak wybrać. Prawdą jest, że w dzisiejszych czasach nikt nie chce już wieść normalnego, prostego życia, zaś dążenie do sukcesu pochłania znaczną część naszego czasu. Decydujemy się na miłość do samego siebie i do własnych potrzeb. Wówczas bardzo często tracimy coś albo kogoś. Czy zatem wielka miłość nie jest do pogodzenia z naszymi marzeniami? Czy zawsze musimy wybierać? Twórcy „La La Land” dają pewną odpowiedź na to pytanie, ale dróg interpretacji jest tak naprawdę wiele, co dodatkowo świadczy o wielkości filmu Chazelle’a. Na szczególną uwagę zasługuje wspaniale opowiedziany finał, który mógłby funkcjonować jako osobny krótki metraż. 


Nie zapominajmy również o kreacjach aktorskich. Emma Stone jako niedoszła aktorka i Ryan Gosling w roli niespełnionego muzyka nie przechodzą na ekranie zapierającej dech metamorfozy, ale nie znaczy to, że nie wykonali na planie ciężkiej pracy. Popisy wokalno-taneczne głównych bohaterów robią wrażenie, mimo iż krytycy wytykają aktorom, że zawodowi tancerze i wokaliści odtańczyliby i odśpiewali ich sekwencje o wiele lepiej. Ale czy „ci inni” mają tyleż samo charyzmy, co ten niezawodny duet? Stone i Gosling nie są tak perfekcyjni w swoich numerach jak Debbie Reynolds czy Gene Kelly, ale za to ich naturalność i „bycie sobą” dodaje filmowi Damiena Chazelle’a autentyczności, co w przypadku musicalu jest rzadkością. Na ekranie czuć „chemię” między bohaterami, a my, widzowie, bez reszty zatracamy się w świecie fikcyjnych bohaterów. I to się nazywa magia kina.  

Konrad Kluza


Oglądałaś już film? I jak wrażenia? Zgadzasz się z Konradem?

Zobacz także

0 komentarze