LAST MONTH #1 - Witamy w naszej bajce

28 marca 2017

 
Dziś 28 dzień marca, a to oznacza jedno: że od miesiąca jestem podwójną mamą! Tak, tak dokładnie miesiąc temu na świecie pojawiła się Emiluszka, zwana przez siostrę Emisiem lub Emilajlią (Uroczo prawa?). Postanowiłam więc rozpocząć nowy cykl postów, z których dowiecie się, co u nas słychać. 

Od niespełna trzech lat na blogu prezentuję Wam cykl rozwojowy dziecka miesiąc po miesiącu. To nie tylko opis Majeczki, ale opis rozwoju psychicznego, fizycznego i emocjonalnego dziecka w poszczególnym miesiącu. Cykl kończymy już za dwa miesiące, gdy Majucha ukończy 3 lata. Zastąpi go właśnie LAST MONTH, który będzie bardziej prywatnym podsumowaniem każdego miesiąca. Będzie o Emiluszce, również trochę o Majuszce, o mnie, o Nas, o blogu. Co Ty na to?

Nasze życie ponownie stanęło na głowie. Od miesiąca próbujemy sobie wszystko poukładać od początku. Póki co po prostu się siebie uczymy, a raczej uczmy się Emilucha. Uczymy się też jak być rodzicom dwójki dzieci, jak je traktować, jak znaleźć czas dla obojga i nie zapominać o sobie nawzajem oraz sobie samym. Z początku zdawać się mogło, że trafiła się nam śpiąca królewna, ale to tylko żółtaczka, która powodowała w Niej ospałość. Im dalej w las, tym niestety jest ciężej. Mała strasznie ulewa, pralka nie przestaje chodzić, a pranie nie nadąża schnąć. Serce pęka patrząc, jak się męczy, bo ciągle się dusi, krztusi, budzi, gdy tylko uśnie. Wczoraj usypialiśmy się 2,5 godziny. W nocy wstajemy - ale nie to jest najgorsze - bo to już przerabialiśmy. Najgorsze jest właśnie to ulewanie. Emiluch jest przebierany, karmiony, zasypia i ulewa, więc przebieramy się, znów usypiamy, karmimy, zasypiamy. A potem idzie dołem. Znów się przebieramy. Czasem tylko raz. Czasem aż cztery. Czasem pobudka trwa 1,5 godziny, a bilans po nocy przedstawia się... w postaci pełnej pralki ciuszków. A rano już od piątej albo wcześniej na nogach. Co więcej mała zaczyna miec problemy nie tylko z przełykiem, ale i brzuszkiem - zwykle koło czwartej, piątej nad ranem. Płacz jest coraz donośniejszy i dłuższy.


Emiś - jak nazwała siostrę Majeczka, jest słodziuchna. Póki co taka mała gapa z niej, ale zaczyna coraz więcej się rozglądać i nieśmiało się uśmiechać, szczególnie, gdy zasypia, albo puszcza cycunia. Zmieniła się bardzo. Zaczynają rosnąc jej pyzy, a nóżki powoli, powoli obrastają w obwarzanki. Jest większa od Majeczki, w tym wieku. Ale jest tak samo nieodkładalna i najchętniej wisiałaby na cycuniu godzinami, bo oczywiście się cycujemy. Gdy nie śpi chce być na rękach. Nie lubi leżeć sama, nie interesują je żadne karuzele. Żałuję, że nie mam dla niej tyle czasu, by się nią zajmować, jak Mają. W bujaczku też zachwycona nie jest. A najchętniej przytula się do piersi, by znów usnąć. Gdy usnąć nie może zaczyna się denerwować i wpadać w histerię. Wołamy na nią orka, bo wydaje takie śmieszne dźwięki, przypominające echolokację. Zwłaszcza podczas snu. Nie gaworzy, nie grucha jak dzieci, tylko wydaje właśnie takie dźwięki jak orki.

Czas leci nam nieubłaganie. Tak fajnie było przez pierwsze niepełne trzy tygodnie, gdy tata był z nami w domku. Fajnie nam było w czwóreczkę. Nikt do Nas nie dzwonił, nikt nie przeszkadzał. Nikrt nie przyjeżdżał. Majeczka bardzo się cieszy, że ma siostrę. Trzeba ją wręcz odganiać, bo miłością ją dosłownie przygniata, a najpiękniejsza była jej reakcja na widok Emi - zaczęła piszczeć z radości. 

Muszę Wam przyznać, że połączenie podwójnego macierzyństwa jest trudne. Cholernie trudne. Mówią, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli... tylko co z czasem? Ten mnożyć się nie chce.


Za każdym razem, gdy okazuje miłość Emi, patrzę kątem oka na reakcję Mai. Za każdym razem, gdy bawię się z Mają, nasłuchuję, czy nie płacze Emi. Tym sposobem mam wrażenie, że coś jest nie tak, bo żadna nie dostaje 100% mnie. Póki co strasznie mnie to przytłacza. Wiem, że nauczę się z tym żyć, ale mam wyrzuty sumienia względem ich obu. jak sobie z tym radzić? No i padam. Padam na ryja. Wieczorem jestem jak koń po westernie, a w głowie mam mleko. Nie myślę. W  ogóle. Nie mam siły już na nic. Czekam aż Emi się nieco ustatkuje, złapie własny rytm, żebyśmy mogli jakoś planować sobie dzień. 

Jest we mnie tyle emocji i tyle wrażeń, że nawet nie umiem się nimi wszystkimi z Wami podzielić. Nie od razu. Chciałabym Wam więcej powiedzieć o Majuszce, o porodzie, o podwójnym macierzyństwie i pierwszych wspólnych chwilach...


Na blogu posucha, ale wiesz co - całkiem mi dobrze, gdy tak się wyłączam i jestem tu i teraz, a i tak jestem z Wami w kontakcie poprzez facebooka. Tym samym chciałam Wam wszystkim podziękować za wsparcie, ciepłe słowa, życzenia i gratulacje. Dziękuję, że z Nami jesteście, że czekacie, że się interesujecie! Jesteście wspaniali. A ja obiecuję powolutku wracać do gry! 

Zobacz także

0 komentarze