Macierzyństwo bez lukru, czyli dlaczego mnie tu nie ma

23 czerwca 2017


Nie będę Cię oszukiwała, jest mi bardzo ciężko.  Głównie dlatego, że brak mi odpoczynku. Brak mi snu. A przez permanentny brak snu człowiek czuje się nie tylko zmęczony, ale jest również rozdrażniony, nie potrafi się skupić i boli go głowa. Z dójką dzieci u boku to już nie przelewki, to dwa razy więcej obowiązków, dwa razy mniej snu i sto razy więcej prania. Trzeba wykazać się nie lada cierpliwością, opanować do perfekcji sztukę logistyki oraz nauczyć się żyć bez snu. Tak, tak. Odkąd urodził się nasz Emiś nie spałam ciągiem więcej niż 4 godziny.

Gdy urodziła się Maja bardzo się jej bałam. Myślałam, że przy drugim dziecku lęku nie będzie. Ale jest, tyle że wciąż o to samo dziecko. Z drugim jest o wiele łatwiej, bo... już to przerabiałam. Mimo, iż drugie dziecko zawsze jest inne, ma inne problemy i potrzeby, to człowiek jest oswojony, i wie co może go czekać. Ma w sobie więcej spokoju, zrozumienia, cierpliwości, empatii. Tymczasem to pierwsze rośnie i wciąż się zmienia, rzucając kolejne kłody pod nogi. Nieustannie zaskakuje, szokuje, prowokuje i to ono jest największym wyzwaniem. Ty musisz za nim podążać.

Nie ma mnie tu. Nie jestem w stanie pisać. Nie mam na to czasu. Co więcej, nie mam nawet ochoty, no bo jak tu mieć chęci, gdy codziennie mam dla siebie godzina, góra dwie (choć wówczas kładę się już zbyt późno)? Emisia ma problemy z przełykiem. Strasznie ulewa. Musi być w pionie. Mam więc dziecko hubę. Stale na mnie. W chuście lub na rączkach. Teraz jest nieco lepiej, ale łóżeczko jest podniesione, karmimy się w pozycji siedzącej, gdzie główka jest wyżej, w wózeczku dno też podnieśliśmy. Nie ma żadnego leżenia na płasko. Bujaczek też w pozycji półleżącej. W gości chodzimy z 4 zestawami ubrań. Dla siebie również. Są problemy z zasypianiem, a dziecko jest absolutnie nieodkładalne.  Znasz to? Śpi jak aniołek, ale na tobie. Gdy tylko wykonujesz ten jeden ruch, lekko się pochylając by skubańca odłożyć, ten otwiera oczy, jakby mówił Ej, bez takich numerów, ja wszystko widzę! Maja jest zazdrosna, urządza sceny, krzyczy wniebogłosy, rzuca się na ziemię. Nie radzi sobie. Ja też, bo o ile przy jednym, dwóch wybuchach idzie wytrzymać, to kilka razy dziennie... Krzyczę, tak krzyczę. Jestem podłą matką. Czuję się okropnie, ale nie wytrzymuję psychicznie. Niszczą mnie jej krzyki. 

Codziennie staram się nad sobą pracować. Codziennie powtarzam sobie bądź cierpliwa, ona jest jeszcze malutka, nie radzi sobie z emocjami, musisz jej pomóc. Szaleństwo.

Nigdy nie śpią obie na raz. A jak już to trwa to jakieś 10 minut. Bez kitu, Gdy jedna zasypia, druga natychmiast się budzi. 

Wieczorem usypiam Emisia od godziny do dwóch. Czasem dłużej. Często, gęsto usypiam je obie. Naraz. Maja chce być ze mną. Jedna na piersi, druga leży obok, ale... ale wiesz co? kocham ten moment. Mimo iż często zasypiam razem z nimi, albo czeka na mnie gorąca randka z żelazkiem i stosem wręcz prania (ulewające dziecko ma 3 razy więcej ciuchów i prane są 4 razy częściej), podłogi są do umycia, albo muszę podszykować coś na następny dzień. I jak tu usiąść, by pisać posty. Prędzej sięgam po książkę. Uciekam w inny świat. Nawet Gazela przestał biegać. Jest zbyt zmęczony wstawaniem kilka razy w nocy. Bo wstaje razem ze mną. Wspaniały jest prawda? Pomaga mi we wszystkim. A gdy widzi jak konam w ciągu dnia, zabiera dzieciaki bym się przespała. Bo nocki mamy straszne. Brzuszek męczy Emi. Budzi się czasem co 10 lub 45 minut. Śpi na mnie, więc ja na siedząco. Po każdym karmieniu, musimy ją nosić w pionie, by się odbiło. Miałam nockę, że nie spałam od 1 w nocy już w ogóle. Następnego dnia czuję się jak bohater The Walking Dead.

No nie jest łatwo. Nie mam łatwych dzieci. Wiem, że mało kto się przyznaje, że tak może wyglądać życie matki. Ale tak wygląda. Wiesz co? Nie zamieniłabym mojego Belzebuba, ani mojej huby za żadne skarby świata. To moja Perełka i moje Serduszko. Może nie chodzę do kina, nie spotykam się ze znajomymi, nie biegam po galeriach na zakupy, nie plotkuje godzinami przez telefon, ale spełniło się moje największe marzenie: mam rodzinę. Jestem mamą, choć czasem beznadziejną, to najlepszą jaką potrafię być i codziennie nad tym pracuje. W końcu praktyka czyni mistrza. To moje dziewczynki. 

Emisia ciągle się uśmiecha. Nawet o trzeciej nad ranem. Zarzygana, z kupą w pampersie. Nie ważne. Ważne że jest mama. A żebyś zobaczyła jak się cieszy na widok cyca. Radocha na sto dwa. A Majeczka? Majeczka gdy podchodzi, wtula się całą sobą i powtarza milion razy dziennie Kocham Cię, po prostu rozkłada mnie na łopatki: Mamo kocham Cię najbardziej! 

Ciężko jest. Cholernie ciężko. Czasem beznadziejnie, ale niczego bardziej nie pragnę jak być ich mamą. 
A jak wygląda Twój dzień?


Zobacz także

0 komentarze