Poród prywatny czy poród z NFZ

19 lipca 2017


 
Podczas, gdy część z Nas nie ma absolutnie nic przeciwko rodzeniu dzieci w państwowych szpitalach, wiele mam za żadne skarby świata się na to nie zdecydują. Nie wchodząc jednak w istotę maminych pobudek, chciałabym Ci dziś przedstawić moją (bądź co bądź bardzo subiektywną) opinię na temat porodów w tychże placówkach. Dlaczego? Dlatego, że rodziłam i w prywatnej klinice, jak i za pieniądze nas wszystkich, podatników. Co więcej, to był wciąż ten sam szpital.

Jak to możliwe? Od czasu urodzenia Majci placówka zdecydowała się, a raczej została zmuszona do podpisania umowy z NFZ i tak stała się placówką publiczną. Dlaczego tam? Bo znałam kadrę, znałam szpital. Wiedziałam, jak tam jest. Mniej się bałam. Fakt, że znam to miejsce, działał na mnie uspokajająco. Czy odczułam różnicę? Owszem.

Już na wstępnym KTG nikt się nie uśmiechał i nikt nie był dla mnie miły czy troskliwy. Ot odbębniano swoje obowiązki, traktując mnie przedmiotowo. Holistyczne podejście do tematu porodu poszło w niepamięć. Już wówczas z mężem stwierdziliśmy, że trochę się zmieniło, pozostaliśmy jednak niezrażeni. W końcu nie chodzi tylko o to. Postanowiłam zagadać położną, mówiąc że 3 lata temu już tu byłam i pytając, czy coś się zmieniło. Wszytko. Jest nieco lepiej niż w pozostałych szpitalach. Ale tylko trochę. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Zdębiałam. Dosłownie. 


DRUGI PORÓD JEST BARDZIEJ ŚWIADOMY


Jeśli chodzi o sam poród nie mogę powiedzieć złego słowa. Mieliśmy nieprawdopodobne szczęście, trafiając na tą samą położną przy porodzie. Ten łut szczęścia sprawił, że było doskonale. Była tak samo miła, ciepła, empatyczna i niezauważalna. Pytała o wszystko. Pomagała. Liczyła się z moim zdaniem. Powiedziałabym, że było nawet dużo lepiej, bo drugi poród, to zdecydowanie bardziej świadomy poród. Zupełnie inaczej wygląda współpraca z położną. Wiem, czego wymagać. Wiem, czego potrzebuję. Wiem, czego się boję i mogę w tym miejscu poprosić o pomoc, wiedząc dokładnie o co proszę. Rodzenie Emi było prawdziwie pełnym przeżyciem.

PIENIĄDZE ZMIENIAJĄ MENTALNOŚĆ


To samo miejsce. Ta sama kadra, ta sama porodówka, nawet ta sama sala poporodowa, a jednak zupełnie inaczej. Leżałam tylko na innym łóżku. Szpital jeszcze pół roku wcześniej był prywatny, więc warunki sanitarne miałam idealne: sala dwuosobowa, łazienka jedna na dwa pokoje, sprzątanie kilka razy w ciągu dnia, wygodne łóżka i wszelkie udogodnienia. Nawet jedzenie to samo  - przepyszne. No i na tym bym skończyła, bo nikt do mnie nie przychodził, nikt nie doglądał, nikt nie zapytał czy potrzebuję pomocy przy karmieniu. To, że dziecko jest ze mną od razu mi nie przeszkadzało - tak też chciałam, więc na jedno wyszło (wcześniej pielęgniarki zabierały dzieci na noc, by "wyspać się tą jedną noc"). Musiałam prosić, by ktoś sprawdził, czy wszystko w porządku z moją raną (byłam łyżeczkowana i zszywana). Luknięcie na obchodzie było po prostu żałosne. Pewnie bym nie zwróciła na to uwagi, gdybym wcześniej nie była w tym samym szpitalu. Odczułam dosłownie każdą różnicę, każdy szczegół. Gdyby to było moje pierwsze dziecko, byłabym przerażona, bo położne (nie wszystkie, ale większość) były zwyczajnie nieprzyjemne, przemęczone i pretensjonalne. W żaden sposób nie pomagały przy dziecku. Gdy sama o coś zapytałam, bo mnie niepokoiło - dostałam niemiły ochrzan. A wcześniej dostawałam odpowiedź na każde pytanie, naukę kąpieli i dwugodzinny patronaż przy karmieniu piersią. Niesamowite jak pieniądze zmieniają mentalność ludzi. Jak wpływają na nastawienie wobec pacjenta. To mega przykre, że w Polsce trzeba płacić, by służba zdrowia była dla Ciebie zwyczajnie miła.

Oddziały położnicze to bardzo specyficzne miejsca. To miejsce,w  którym kobieta powinna spotykać się ze zrozumieniem, szacunkiem, gdzie powinna zostać otoczona nie tylko fachową obsługą, ale i troską. Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że miałam wspaniałe warunki. Trafiłam też na wspaniałą mamę na sali poporodowej, z którą czas upłynął mi mega przyjemnie. I nie przeszkadza mi nawet fakt, że dla dziecka i siebie musiałam mieć absolutnie wszystko. Przegięciem było tylko to, że NFZ nie gwarantował podkładów poporodowych. Chodzi mi o zderzenie tych dwóch rzeczywistości. W tym samym miejscu. Między tymi samymi ludźmi. Jak na dłoni widać, kto wykonuje ten zawód z powołania, a dla kogo, to tylko praca. 

Poród prywatny czy poród z NFZ? Hmnnnn.... chyba nie muszę odpowiadać. Jeszcze troszkę nam brakuje do rodzenia po ludzku w naszym Państwie. Niestety. Bo czy ludzkim jest płacenie za uprzejmość? Wiem, że dziewczyny z fundacji wykonały kawał roboty i mam nadzieję, że nie wrócimy do ery przedpotopowej, bo jeszcze daleka droga przed nami. A Ty? Co byś wybrała? Albo co wybrałaś? Jakie są Twoje doświadczenia?

Chcesz zobaczyć, jak to wyglądało wcześniej? Zajrzyj we wpis RODZIĆ PO LUDZKU.
 

Zobacz także

0 komentarze