Czy wakacje z dziećmi to wciąż wakacje?

16 sierpnia 2017


Jako dzieciaki kompletnie nie zdajemy sobie sprawy, jakim luksusem są wakacje. Wówczas to zwykła oczywistość i mimo iż odliczamy dni do zakończenia roku szkolnego, kompletnie nie rozumiemy czemu rodzice przed urlopem tak się spinają. Czemu urlop to coś innego niż wakacje? Cóż... życie jest o wiele przyjemniejsze gdy wakacje trwają od dwóch do czterech miesięcy. Do tego dochodzą ferie zimowe i przerwy świąteczne. Życie dziecka oraz niepracującego studenta mają inny wymiar. Gdy słowo "wakacje" zastępujemy słowem urlop życie nabiera innego wymiaru. Czekamy na niego cały rok. To nasze Boże Narodzenie. Chcąc wykorzystać do maksimum każdą minutę, przygotowujemy się już kilka miesięcy wcześniej (ba! niektóre Panie nawet wcześniej). O ile nie mamy dzieci, urlop jest dokładnie taki, jakim chcemy by był, ale co gdy pojawiają się pociechy? Czy wakacje z dziećmi to wciąż wakacje? 

Trudne pytanie prawda? Jedni bez wahania odpowiedzą, że owszem, nie wyobrażają sobie wyjazdu bez dzieci. Inni stanowczo temu zaprzeczą, twierdząc że urlop mają po to, by odpocząć nie tylko od pracy, ale również od rodzicielstwa. Tylko czy dzieci to nasza praca, czy nasze życie? Odpowiedzi usłyszysz tyle, ile rodziców. Każdy ma swoje racje. Każdy ma swoje zdanie. Każdy z Nas postępuje według własnych przekonań, wartości i potrzeb.

WAKACJE Z DZIECKIEM TO NIE WAKACJE, TO ZMIANA OTOCZENIA


Ja z nutką ironii w głosie, acz zawsze na wesoło powtarzam, że wakacje z dzieckiem, to nie wakacje, a zmiana otoczenia. Dlaczego? Wakacje kojarzą się z luzem, beztroską, z brakiem obowiązków czy rutyny, z szaleństwem, ze spontanicznością, z wolnością i słodkim nicnierobieniem. Wyjeżdżając na wakacje z dziećmi obowiązek bycia mamą zabierasz razem ze sobą. I ciężko nazwać ten czas nicnierobieniem. Owszem odpoczywasz od sprzątania i gotowania (w moim  przypadku niestety nie od prania), ale nie odpoczniesz od opieki nad dzieckiem, od zmiany pieluch, od posiadania oczu z tyłu głowy. Podróż trwa dłużej, bo dzieci potrzebują więcej przystanków, bo marudzą, bo chce im się siku. Miejsce wybierasz pod ich potrzeby (a raczej własne, bo im więcej atrakcji dla nich, tym więcej czasu dla Ciebie). Szukasz najlepszego noclegu z łóżeczkiem dla niemowląt, wanną (choć zaufaj mi pod prysznicem niemowlaka też wykąpiesz), krzesełkiem do karmienia na stołówce, placem zabaw, brodzikiem dla najmłodszych i innymi udogodnienia. Sprawdzasz jakie atrakcje oferuje region. Planujesz wszystko w szczegółach. A dzieci... rozchorują Ci się w nocy przed wyjazdem lub na wyjeździe, mają zły humor, muchy w nosie, nie chcą podziwiać tych pięknych widoków co Ty, wolą plac zabaw lub nie wejdziesz tam gdzie chcesz, bo z dziećmi nie wpuszczają. Na plażę chodzisz niczym wielbłąd, dźwigając tysiące manatek, a na koniec taki gagatek wejdzie Ci na barana, bo nóżki zniknęły i nie ma jak iść. Wieczorem nie obejrzysz romantycznego zachodu słońca, bo Twoje dzieci odpadły długo przed tym zanim zapadł zmierzch. Po wszystkim wracasz umęczona, a mąż się cieszy, że idzie do pracy, bo wreszcie odpocznie.

I PO CO CI TO?


Hehe zabrzmiało strasznie? Nie. To zwykła codzienność. Z dziećmi nie da się nic zaplanować. Zaskakują na każdym kroku. Czasem pozytywnie, czasem są kłopoty, ale to absolutna norma prawda? Więc po co wspólne wakacje? Byśmy byli razem. Byśmy wspólnie spędzali czas. Byśmy wreszcie mieli czas na poświęcenie dziecku 100 % naszej uwagi. By nie słyszały Poczekaj, Zaraz, Potem, Za chwilę, Teraz nie mogę, Idź się pobaw, Później... Założyłam rodzinę, by dzielić z nią życie i wspólnie spędzać czas. Owszem wakacje z dzieckiem to już nie to samo, ale... wakacje nas zbliżają, wakacje nas uczą, wakacje dają nam chwilę wytchnienia od codzienności, od pośpiechu, od obowiązków. To w wakacje nie martwimy się codziennością, nie odbieramy telefonów służbowych, nie jeździmy po zakupy, nie  sprzątamy, nie gotujemy. Mamy czas dla naszych pociech. Poznajemy nowe miejsca, nowych ludzi, nowe smaki. Poznajemy siebie nawzajem. Jesteśmy tu i teraz. 

Tak, nie wygląda to już tak, jak niegdyś, ale każdy etap w życiu rządzi się swoimi prawami. Nie wyobrażam sobie jechać na urlop bez dzieci. Nie po to decydowałam się na bycie mamą, by przed dziećmi uciekać. Nie powiem, że mi się to nie marzy. Oddałabym wszystko za Dzień w SPA. Dzień w ciszy i spokoju, gdzie to ktoś inny zadba o moje potrzeby i mnie porozpieszcza. Dzień pełen egoizmu i rozkoszy. Jednak dzień, góra dwa, mi w zupełności wystarczą.

Im dziecko mniejsze, tym bardziej potrzebuje bliskości rodzica. To tak szybko mija. Zanim się obejrzę, będę miała w domu nastolatki, dla których wychodzenie gdzieś z mamą to obciach. Będę wówczas tęskniła za tymi momentami i wspominała, jak Maja rzucała się w radości w piach, jej radość w oczach na widok morza, umorusaną lodami buzię, piach we włosach, okrzyki Emisia z tylnego siedzenia. W życiu na wszystko przychodzi pora. Fajnie jest być razem. Nawet jak to wszystko nie wygląda jakbyśmy chcieli, jak sobie wymarzyliśmy, jak było kiedyś. Ale, ja nie chcę inaczej. Mój mąż też nie. Nie umiem być bez nich. Na wakacje bezwzględnie tylko z nimi. Jesteśmy rodziną! Chcę widzieć ich radość, chcę byśmy wspólnie poznawali świat, chcę odkrywać go przed moimi dziećmi. I już myślę o kolejnych wyprawach.

Czy wakacje z dziećmi to wciąż wakacje? Oczywiście, że tak. Nie da się zrobić urlopu od bycia mamą. 

A Ty co o tym sądzisz? Jak spędzacie wakacje? Wspólnie czy osobno? 


Zobacz także

0 komentarze