Last month #7 - Jak moja siosta poszła do przedszkola

28 września 2017



Miniony miesiąc był dla Nas pełen stresów, zmian i chorób. Z jednej strony można by rzec, że działo się naprawdę dużo. Z drugiej, że zupełnie nic. Bo tak naprawdę wszystko kręciło się wokół... przedszkola.

Lato zakończyło się naprawdę fatalnie. Z dnia na dzień przyszła jesień, temperatura spadła drastycznie i praktycznie przez cały ten miesiąc padało. A dla matki nie ma nic gorszego, jak deszcz. Dlaczego? Bo nie może wyjść na spacer, a siedzenie w domu z dzieckiem jest naprawdę ciężkie. Z dziećmi jeszcze cięższe. Podczas, gdy Ty masz ochotę zanurzyć się pod kocem, zdrzemnąć, a w stanach swej jakwyższej aktywności, co najwyżej poczytać, dzieci... SIĘ NUDZĄ. Rozpiera je energia, głupieją, mają dziwne pomysły. Ty choć wypiłaś piątą kawę, nadal działasz na najniższych obrotach i wyczekujesz godziny S (czyli snu).

W tym roku 1. września znów nabrał dla mnie nowego wymiaru. Nasze życie zaczęło się kręcić wokół roku szkolnego. Maja poszła do przedszkola. I to w podskokach. Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałam sobie takiego scenariusza. Gdy wstała rano nie było codziennego zawodzenia, krzyków, marudzenia, ociągania się w ubieraniu, walki z jedzeniem śniadania. Nic z tych rzeczy. Wyskoczyła z łóżka jak z procy, przywdziewając swój najpiękniejszy z uśmiechów. Wybiegała z domu tak szybko, że musiałam za Nią krzyczeć, by dała jeszcze buziaka. A gdy po nią poszłam, usłyszałam płacz... bo musiała wracać do domu. Maja jest dumnym przedszkolakiem. Nic więcej Ci nie powiem, bo nic więcej nie wiem. Niczego nie mogę się od Niej dowiedzieć. Jest całodobowa, a nie chce opowiadać o przedszkolu. Twoje dziecko też tak ma? A może masz na to jakiś sposób?


Przedszkole zmieniło życie nas wszystkich. Ja zostałam sama z Emisią. Jesteśmy tylko dla siebie, co w naszych relacjach jest powiewem nowości. Emisia bez siostry jest nieco innym dzieckiem. Bardziej marudzi. Nie lubi być sama. Musi mnie mieć w zasięgu wzroku, a najlepiej bym była wówczas tylko jej. Tak więc jestem, bo koleżanka nie chce w ogóle spać. Tak, dobrze przeczytałaś. W ogóle. Zasypia na cycu, nie da się odłożyć. Więc, jak zdarta płyta odkładam ją i podnoszę, odkładam i podnoszę. Nasz rekord do 15 razy! Nie poddaję się, ale doskonale ją rozumiem.

Po pierwsze jest do tego przyzwyczajona. Nie uważam bym ją rozpuściła. Nie wierzę, w gadanie jakoby dziecko w tym wieku coś wymuszało. Jest ulewającym maluszkiem, a ostatnio znów się ulewania nasiliły. Jest wręcz nauczona, że nie śpi się na płask. Nie kładliśmy jej w ten sposób. Spała na nas, w chuście, w pionie. A tu nagle łóżeczko. Z drugiej zaś strony jako dziecko ulewające, pewnie ciągle odczuwa dyskomfort. Wyobraź sobie, że przez pół roku wymiotujesz kilka razy dziennie. Jak się czujesz? Jak sypiasz? Wieczne piekło w gardle. Coś okropnego. Idziemy do lekarza. Musimy z tym coś zrobić, bo i Ja, i Gazela jesteśmy wykończeni. Emi w nocy wstaje kilka, kilkanaście razy. Połowy nawet nie słyszę, bo zasypiam. Wstaje mąż. Często mamy 1,5 godzinną przerwę, albo pobudki co 10 minut. 

Choróbska. Z przedszkola Maja przychodzi chora. Poszła 1 września, w piątek. W niedzielę już miała gorączkę. Wróciła na tydzień, by drugi znów przesiedzieć w domu. A siedzimy i my: Ja z Emą. Zachorowałam Ja, zachorowała moja mama, i to jak. Kaszel jej już 3. tydzień nie opuszcza. Emi też nabawiła się kataru. A Maja już wczoraj znów zaczęła kasłać. Ehhh no kiepsko jest no.

Ale ten miesiąc to też miesiąc przełomów i kroków milowych Emisi - niunia zaczęła nam pełzać! Póki co bardzo nieśmiało. Potrzebuje motywacji. Głównie dżdżownica przesuwa się do kapci Mai - rzuca się do rzepów jak szalona. Nawet pilot, ni komórka nie robią na niej tak oszałamiającego wrażenia, jak piękne, fioletowe kapcie siostry!


Emisia też przeżyła przeprowadzkę. Tak, tak w koszyczku się już nie mieści, więc zameldowała się w swoim łóżeczku. Powiem Ci, że mnie było ciężko. Czułam się, jakby mi ktoś dziecko zabrał. Miałam ją u swego boku, na wyciągnięcie ręki i było mi z tym dobrze. Teraz, choć w tym samym pokoju, na sąsiedniej ścianie zaledwie, czuję się jakby była co najmniej na innym piętrze. Troszkę mi jej brakuje. Stuknięta jestem co? 

Rozszerzamy dietę, ale opornie nam idzie. I tu znów to ulewanie. Emi nie chce jeść posiłków przyrządzonych przez mamę. Woli słoiczki. Tam mazia jest idealnie gładka, a ulewacze i dzieci z refluksem mają problemy z konsystencją pokarmów. Co więcej ziemniak, dynia, cukinia są feee. Najchętniej jadłaby kaszki. Wówczas śmiesznie kręci głową na tak i ciągle przy tym coś mówi. 


Tak, wrzesień to przedszkole, choroby, deszcz i szeroki uśmiech Emi. Ale i wielkie przygotowania mamy do akcji książkowej, którą organizuję już po raz czwarty. Wielka Wymiana Książkowa pochłania cały mój wolny czas. Mam jednak nadzieję, że przyniesie to zamierzone efekty. Już mamy niemal 100 blogerów. Dasz wiarę? Nie posiadam się ze szczęścia. I z niecierpliwością czekam na niedzielę.
 

Zobacz także

0 komentarze