Magia czekania

15 grudnia 2017

 
Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia, a szaleństwo zakupowe osiągnęło właśnie punkt kulminacyjny. Do galerii handlowej wejść się nie da, parkingi pękają w szwach, a biedni kurierzy pewnie już nie pamiętają, jak się nazywają. Tak, to szaleństwo, czyste szaleństwo. Dawniej rodziny były liczniejsze, a tyle rzeczy się nie kupowało. Tyle rzeczy nie było potrzebnych. Nadal nie jest, ale...

Staramy się kupić jak najdroższy i najbardziej wypasiony prezent. Szczególnie dzieciom. Stajemy na rzęsach, z portfela wyciągamy najgrubsze banknoty, by nic naszym pociechom nie brakowało. Lekką ręką wydajemy naprawdę duże pieniądze. Rodzice na jedno dziecko potrafią wydać 200-400 zł. Tylko czy dzieciom naprawdę zależy na tych największych i najdroższych prezentach? Czy nie jest to leczenie własnych kompleksów, jakaś rekompensata? Czy nie uczymy ich tym samym materializmu? Czy dając to wszystko, nie dajemy zbyt wiele?

Pamiętasz lata 80-te? Dzieciństwo? Ten okres, gdy miesiącami marzyłaś o konkretnej rzeczy? Chodziłaś do sklepu, dotykałaś, oglądałaś, wyobrażałaś sobie, jak to będzie to mieć. Snułaś plany. Z niecierpliwością czekałaś na Wigilię, licząc na to, że Mikołaj odpowie na Twój list, w którym napisałaś, że chcesz tylko tę jedną, jedyną wyśnioną rzecz? Nawet do głowy Ci nie przyszło, że możesz prosić o więcej. Pamiętasz ten okres wyczekiwania? To podniecenie? Niepewność? 

W dobie panującego dobrobytu, dawno już zapomnieliśmy co to ograniczony wybór. Dziś swoje potrzeby zaspokajamy samemu. Nie trzeba czekać, nie trzeba marzyć, ani pisać "listu do św. Mikołaja". Jak zatem sprawić komuś przyjemność, gdy sam może iść do sklepu i sobie to kupić? Albo jeszcze łatwiej, po prostu odpalić internet i zamówić z dostawą do domu? Jak przekazać dzieciom tą magię oczekiwania? By poczuły, że na prezent zasłużyły, że jest on wyjątkowy? Nie odnosisz wrażenia, że kupując im wszystko, od tak, bo chcą, natychmiast, bez żadnego czekania, coś im odbierasz?

Kiedyś upatrzyło się sukienkę w sklepie i marzyło o niej miesiącami. Miało się pewność, że nie zniknie z półki sklepowej wraz z kolejnym tygodniem. Można było na nią zapracować, zasłużyć, odłożyć. To dawało... satysfakcję. Prezent na który zarobiłaś i długo odkładałaś dawał satysfakcję. To zaś sprawiało, że o daną rzecz się dbało, traktowało ze specjalnym namaszczeniem. Pewnie nawet gloryfikowało. Ale dany przedmiot sprawiał, że czuliśmy się wyjątkowo, bo trafił wreszcie właśnie do Nas.

Dziś, gdy wszystko dostępne jest od zaraz, wszystkiego jest w nadmiarze, gdy wybór wręcz przytłacza i stresuje, bo kolekcja wiosenna jest nie jedna, a dwie lub trzy, brakuje nam właśnie magii czekania. Rzeczy są tylko rzeczami i dają krótkotrwałą radość. Zwykle okazują się bezużyteczne i rzucone w kąt, wcale nam nie służą. Kwestie jakości już w ogóle pomijam.

Czy nie warto czasem dawać mniej, kupować mniej? Pozwolić i sobie, i dzieciom czekać. Czekać na spełnienie marzenia. Sprawić, że będą miały satysfakcję, że będą się prawdziwie cieszyć, gdy marzenia nie staną się potrzebami, zachciankami, gdy nie staną się powszechną codziennością? Bo marzenia są po to by do nich dążyć...

Zobacz także

0 komentarze