LAST MONTH #10 - nic tylko te choróbska

1 stycznia 2018

 
Kocham grudzień, kocham okres przedświąteczny. Te przygotowania, tą atmosferę. Strojenie choinki, wspólne pieczenie pierniczków z Mają, to knucie i szukanie idealnych prezentów dla bliskich. W tym roku, pierwsza gwiazda w pełnym składzie. Pierwsza gwiazdka z Emisiem.. Miało być idealnie...
 
Jest takie powiedzenie: chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu o swoich planach. Ja bym chętnie zmieniła na Chcesz rozśmieszyć matkę? Zapytaj ją o jej plany.

Od końca listopada chorowaliśmy. I to przez duże CH. Maja przyniosła coś z przedszkola i tak się zaczęło. Niestety tym razem nie obyło się bez antybiotyku. Zarówno dla Majci, jak Emi. I to nie raz. Cały ten miesiąc siedzieliśmy w domu, bo gdy Maja na 4 dni wróciła do przedszkola, wróciła jeszcze bardziej chora. Udało jej się wstrzelić na pierwszą wycieczkę autokarową w swoim życiu. Była w Teatrze.  Potem postanowiłam zostawić ją w domu do końca roku, łudząc się, że tym samym unikniemy chorób w okresie świątecznym. Zależało mi, by te Święta były wyjątkowe i dla Nas niezapomniane. I były. Tylko w trochę innym tego słowa znaczeniu.
 

Już 23 grudnia Maja wylądowała na Świątecznej Pomocy. Pani Doktor nic nie stwierdziła, zwykły kaszel, ale w Wigilię obudziła się z gorączką. Pomyśleliśmy, że to może z emocji. W końcu tyle przygotowań, tyle emocji i ekscytacji, a Maja taka wrażliwa. Poszliśmy więc na Wigilię z duszą na ramieniu i... zaraziliśmy pół rodziny. Boże Narodzenie to już 4 godziny spędzone w szpitalu, znów na świątecznej pomocy. 
 
Maja chora. Emi chora. Gazela chora. Ja chora. Tylko ja nie przyjmuję antybiotyku. Reszta naszprycowana. Święta? Jakie Święta? W pidżamach, poplamionych dresach, bez kąpieli, z wysoką gorączką. Z nieprzespanymi nocami. Nocami pełnymi strachu, bólu, jęków, wysokiej temperatury i mojej paniki. Maję naprawdę mocno rozłożyło na łopatki. 5 dób z gorączką niemal 40 stopni. Zmiany na płucach. Coś okropnego. 
 
Plus tego taki, że byliśmy razem. Choć w domu można z dziećmi dostać hopla, to nie raz chwytały za serce. Emisia swoimi postępami w rozwoju, Majeczka tekstami i swoją dojrzewającą osobą.
 
 

Emisia jest coraz bardziej kontaktowa. Szybko się uczy. Gdy coś jej się pokaże, zaraz powtarza. Mało mówi, za to lubi bawić się dźwiękiem i śpiewać. Szczególnie przy usypianiu i na spacerach. Śpi nadal tylko na mnie. Nocki są okropne. Za dnia zasypia na piersi i nie da się odłożyć do łóżeczka. Nie chce też jeść. Ani papek, ani BLW, ani słoiczków. Już naprawdę nie wiem, jak rozszerzać jej dietę. Nie chce otwierać buzi i już. Jest kompletnie inna od Mai. Zupełnie inaczej się też rozwijają (Zajrzyj do wpisu o 10 miesięcznej Mai).
 
Emisia w tym miesiącu pierwszy raz wstała, a jak wstała, tak idzie jak burza. Wstawać chce cały czas, jak tylko znajdzie podparcie. Zaczęła też chodzić przy mebelkach.  Co za radocha. Te kroczki są tak słodkie i nieporadne. Ale ma dziewczyna determinację niesamowitą. Niczym się nie zraża. Jak coś upatrzy, brnie naprzód. Po mnie, po misiach, po siostrze, leci jak szalona. Tak śmiesznie pełzała, a teraz zaczyna już raczkować. Nie chce siedzieć, chce się przemieszczać. Zabawki siostry tak kuszą. Wszystkie kontakty, kabelki, buty, kółka od wózka. Jednym słowem, wszystko czego matka zabrania. Ostatnio inspiruje ją choinka. ednocześnie zrobiła się bardzo nerwowa. Jak tylko wstała, tak zaczęła się denerwować, bo chce. Ma dziewczyna charakterek, nie powiem.
 
Miło jest też obserwować, jak rośnie jej miłość do siostry. Gdy tylko ją słyszy, chce do niej. Krzyczy, pokazuje, jak potrafi, że mamy iść tam. Niesamowicie jest za nią. Cudnie się przytula. Przytula też misie, robi papa, klaszcze, wyciąga rączki, by ktoś ją podniósł.

Niestety ciągle siedzimy w domu, więc nie ma większych szans na poznawanie świata poza domem, a ten plądruje już całkiem odważnie. 
 

Majeczka w tym miesiącu miała ciężko. Ciągle w domu. W przedszkolu była te jedyne 4 dni oraz na Wigilii. Tęskni za dziećmi, za zabawami. A W domu Huba, która nie chce puścić matki. Pomagają nam babcie, jak mogą, ale zauważyłam, że Maja szybko się połapała, że babcie przychodzą, bo ja nie mam czasu, więc też nie jest szczęśliwa. Przygotowania do Świąt nieco umiliły jej ten czas. Czekała na te Święta z wielkim przejęciem. Pierwszy raz zrobiłam dla niej kalendarz adwentowy. Elf przychodził każdej nocy zostawiając listy, zadania do wykonania, drobne upominki, czasem małe upomnienia i dobre rady. Było szykowanie butów na Mikołajki, było wspólne pieczenie pierników (z czego najlepszym okazało się oczywiście lukrowanie) i ubieranie choinki. Nawet dostała list od Mikołaja wraz z nagraniem. 
 
Liczymy bardzo, że Nowy Rok przywita nas zdrowiem, lepszym humorem i nowymi atrakcjami. 
 
Szczęśliwego Nowego Roku!
 
 
 

Zobacz także

0 komentarze