LAST MONTH #11 - Ja sama, ja sama, ja sama!

28 stycznia 2018

 
Z Nowym Rokiem, nowym krokiem.  To stare przysłowie nabrało dla nas zupełnie nowego znaczenia. Wręcz dosłownego, bowiem Emi stawia swoje pierwsze kroczki. Póki co kroczy dzielnie przy meblach. A robi to tak rozkosznie, wysoko podnosząc kolanko, że już jestem z niej dumna. Jest niestrudzona. Żadnego płaczu przy upadkach, na nogi i znów do przodu. A jak mebel się kończy, zasuwa po mieszkaniu na czworakach. Dla Nas ten miesiąc był zwyczajny, dla niej... pełen nowych wyzwań.

Dziecko w jedenastym miesiącu życia jest takie ciekawe świata. Wszystkiego chce dotknąć, wszystkiego skosztować, nie ma rzeczy niemożliwych, a jak są, włącza się syrena. Frustracja sięga zenitu. Bębenki mi pękają. Gdy moje dziecko słyszy nie, wpada w szał. Słyszę tylko Ne, ne, ne, ne, ne! Jasno wyraża swoje potrzeby i upomina się o to, czego potrzebuje. Otwiera wszystkie pudełka siostry. Wszelkie gry, puzzle są jej. Wyjmuje z nich, co tylko znajdzie. Rozwalanie to ostatnio jej ulubione zajęcie, ku niepocieszeniu starszej siostry. Wszytko ładuje do buzi. Znajduje każdy, najdrobniejszy nawet okruch na podłodze. Perfekcyjna Pani Domu.

Z zapałem poznaje i bada otoczenie. Robi się coraz pewniejsza siebie. Czasem ryzykuje i puszcza się mebli, sprawdza, czy ustoi. Trwa to zaledwie kilka sekund, ale stara się stawać sama. Doskonali swoje ruchy precyzyjne. Coraz sprawniej sięga rączką, po to, czego potrzebuje. Uwielbia nas naśladować. Gesty, ruchy, słowa, mimikę czy dźwięki. Pokazuje jak robi lew, robi groźną minę, śmieje się w głos - co jest zdecydowanie najpiękniejsze. Mamy też pierwsze słowo poza standardowym mama, baba - OKO. Teraz już jest tylko oko koko kokok ok okok oko. Nawet powiedziała w końcu TATA.

Ciężko jest jeszcze u Emi z koncentracją. Nie umiem nadal oglądać książeczek, chyba że sama. Gdy ją zostawiam w kojcu, bierze sobie do rączki książeczki, ćwicząc przeglądanie stron, ale nie pokazuje jeszcze zwierzątek, czy osób, bo rozprasza ja zbyt dużą ilość zabawek w domu. Szczególnie siostrzanych. Bo musi być tam, gdzie siostra. Kocha ją najbardziej na świecie, mimo iż Elsa zazdrosne, wciąż boje ją po główce.
 

Tak, tak Maja nie pozwala już tak do siebie mówić. Mam więc w domu Elsę, a że babcia fundnęła jej prawdziwy strój na karnawał, chodzi całymi dniami w niebieskiej sukience z "płachtą" i codziennie każe czesać się w dobieranego warkocza. Nerwy są coraz większe, coraz głośniejsze histerie, odwal się, zostaw mnie, nie lubię Cię. Jest ostro i jakoś nie widać światełka w tunelu. Co rusz choruje, a w domu energia ją rozpiera, jest zazdrosna, nieszczęśliwa, a to już 11 miesięcy. Czy tylko ja sobie tak źle radzę w podwójnym macierzyństwie?

Potrzebujemy wszyscy odpocząć. Ja przede wszystkim. Tylko jak? Zawsze narzekam na spanie Emisia, ale w tym miesiącu osiąga swoje szczyty. Wieczorów wolnych brak. Między 20 a 22 latam do niej co 15 minut. W nocy pobudki co godzinę, półtorej, albo 2 godzinne przerwy. To nie że tak jedna noc, tak jest co noc. Nie wiem naprawdę, jak my jeszcze funkcjonujemy. Chyba można powiedzieć, że w jakiś sposób do tego przywykliśmy. Wyjścia nie ma. Całe szczęście mam męża, który mi w tym wszystkim pomaga, wstaje do dziecka, podaje mi ją. Stara się uśpić. Plus jest taki, że oto Emisia przestała ulewać! Zapomniałam się pochwalić już w zeszłym miesiącu. Samo przeszło. Jak ręką odjął.


Dzięki temu, że troszkę śniegu popadało udało się zaliczyć (chyba jedyne w tym roku) sanki. Emisi pierwsze bliższe spotkanie ze śniegiem. Szału nie było, chyba wolałaby być zapakowana w nosidło.
Był Dzień Babci, był Dzień Dziadka. Rok rozpoczęty antybiotykiem, oby teraz było łatwiej. Póki co jesteśmy przy zdrowiu. Niech tak zostanie.

ps. jeśli macie ochotę na nieco więcej naszych zdjęć (również tych z zimowych szaleństw), serdecznie zapraszam na nasz profil INSTAGRAM. Tam jesteśmy z nieco innej strony. 

Zaś wiecej o rozwoju 11 miesięcznego dziecka, znajdziecie TUTAJ.
 
 

Zobacz także

0 komentarze