LAST MONTH #15 - imprezowy maj

19 czerwca 2018


Maj to zdecydowanie był nasz czas. Dzieci wyszły z chorób, pogoda dopisała, a my skakaliśmy tylko z imprezy na imprezę, w ciągłych przygotowaniach do kolejnych uroczystości, rodzinnie, razem, tak jak lubię najbardziej. Wreszcie zaczęliśmy żyć na pełnej petardzie.

Oj tak, imprezowy szał nas ogarnął. W maju okazja goniła okazję, by celebrować życie, uczcić nasze małe święta i totalnie się rozpieniężyć. Zaczęliśmy od urodzin dziadka, poprzez majóweczkę, która w tym roku była nad wyraz udana, bo odwiedziliśmy wreszcie najbliższą rodzinkę na Opolszczyźnie, przeżyliśmy moje 35 urodziny, szósty już start Majucha w zawodach sportowych, urodziny Majeczki, złapaliśmy nieco oddechu, a następnie świętowaliśmy Dzień Matki :) Po raz pierwszy byłam w przedszkolu na uroczystości zorganizowanej dla mam. Najadłam się ciast i tortów. Oj wręcz się obżarłam. Wypiłam morze Pikolaka. Narobiłam tysiące zdjęć i widziałam najcudniejsze uśmiechy pod słońcem.

A dzieci? Emisia postawiła na rozwój ruchowy. Chodzi, biega, podnosi nóżki do góry, wspina się na wszystko na co może. Jest nieugięta. Przewróci się, to tylko nas informuje, że zrobiła bach i leci dalej. Żadnego płaczu. Minimum żalu, maksimum determinacji. Przecież musi dogonić starszą siostrę. Jestem naprawdę pod wrażeniem jej zaciętości. Jeśli chodzi o mowę, kompletnie się mała zatrzymała. Pozostaje nam mama, tata, baba, dziadzia, kom (czyli daj), Aja (Maja), bach. I to na tyle. Nie przejmuje się tym kompletnie. Wierzę, że na wszystko nam przyjdzie czas. Nadziwić się jednak nie mogę, jak dziewczynki mimo niezaprzeczalnego podobieństwa fizycznego, różnią się charakterem, poziomem rozwoju, umiejętnościami. 

 
 
Podczas, gdy Ema biega jak szalona i złapać się nie daje, Maja na tym etapie chodziła tylko za rączkę. Gdy Ema przemawia do nas swoim językiem, którego nikt nie rozumie i wydaje śmieszne dźwięki przypominające echolokację, Maja wypowiadała coraz bardziej skomplikowane wyrazy, jak RABARBAR, dziura, burza czy konewka (kawka w jej wykonaniu). Mówiła: auto, cyca, daj, ciumcium (czyli pić), pada. Emisia boi się psów, woli ptaki. Maja kochała wszystkie sierściuchy. Gdy Emisia jedzie na dziadków na wieś, nie schodzi mi z rąk. Nie chce pląsać wesoło po trawie, nie wącha kwiatuszków, bo paraliżuje ją totalnie pies. Maja uwielbiała być w ogrodzie. Podziwiała listki tańczące na wietrze, porównywała kolory kwiatów i radośnie podlewała z babcią swoją małą koneweczką. 
 
Emisia ogólnie jest bardzo żywotną dziewczynką. Wchodzi wszędzie, otwiera mi wszystkie szafki (gdzie kompletnie nie miałam tego problemu z Majuchą), rysuje po ścianach, wykładzinie, szybach, gdzie tylko się da. Maja mi raz pomalowała ścianę i to na tyle. Nie słucha się, robi co chce. Gdy nie otrzyma czegoś, co upatrzyła, robi mi taki płacz, że aż nie wiem, co mam zrobić. Sama wchodzi na krzesełko, wręcz zrzuca z niego Maję. Maluje kredkami. No i uwaga! Zaczęła dawać okładać się do łóżeczka, co u Nas jest niesamowitym krokiem milowym na przód. Nie codziennie, nie zawsze, nie na długo. Ale to zawsze coś. Ma jej się ku dobremu. Mam nadzieję. 
 
Dla Majeczki zaś maj był miesiącem walki o zdrowie: laryngolog, ortodonta, logopeda i konsultant SI. Oj sporo tego, a to jeszcze nie koniec, bo musimy skonsultować się również z rehabilitantem oraz kardiologiem, a także rozpocząć zajęcia logopedyczne i sensoryczne. Ciągle coś. Długa, żmudna droga przed nami, jednak mam nadzieję, że wyjdziemy na prostą. Trzeba się spiąć, zorganizować i działać.

W maju zaliczyła kolejny bieg i wiecie co? Zajęła szóste miejsce, co jak się okazało, było dodatkowo nagradzane. Stanęła lala przy podium, uścisnęła dłoń burmistrza, dostała dyplom oraz nagrodę i była najszczęśliwsza na świecie. Nawet nie wiecie, jak mi wówczas serce rośnie, patrząc jaka ona jest uchachana. Daje jej to tyle radości i satysfakcji. Tylko prosi o wyszukanie kolejnych biegów.

O taki był maj. Piękny, prawda? Oczywiście sielanki non stop nie było. Emocje nadal u czterolatka odgrywają pierwsze skrzypce, a zamiast symfonii w domu czasem istna kakofonia się odgrywa, ale staramy się, staramy, jak możemy. Trzymajcie za nas kciuki.

 

Na blogu w maju objęłam swój pierwszy patronat, co dla mnie jest nie lada zaszczytem. Mąż mówi, że zostałam mecenasem sztuki. Podoba mi się to żartobliwe określenie. Tak więc, puszczając oczko, zapraszam na recenzję książki Natalii Sońskiej "Cała przyjemność po mojej stronie". Jest mnie tu zdecydowanie mniej, za to, gdy już się pojawiam, zawsze staram się robić to z jeszcze większym zaangażowaniem.

A jaki dla Was był maj?


Zobacz także

0 komentarze