LAST MONTH #16 - lato w pełni

11 lipca 2018

wakacje z dziećmi


Żyję w jakiejś mydlanej bańce, w  której dni zlewają się w jeden, a mimo to czas pędzi bezlitośnie. Nie wiem, który dziś dzień tygodnia, ani miesiąca. Wiem, jaka pora roku. Życzenia urodzinowe składam po czasie, a czasem o czasie przepraszając za spóźnienie. Macierzyństwo mnie wchłonęło, a ja wciąż mam wrażenie, że niezbyt sumiennie odnajduję się w tej roli. Tymczasem upłynął czerwiec, a ja znów jestem spóźniona z naszym podsumowaniem.

Ema ma skończonych 16 miesięcy. Robi się z niej taki mały, rozkoszny człowieczek, który coraz sprawniej się porusza, coraz lepiej komunikuje i coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, czego potrzebuję. To dziecko jest niesamowicie zdeterminowane i ma ogromną potrzebę autonomii. Wszytko pragnie robić sama i wiesz co? Świetnie jej to wychodzi. Jasne, nie raz już glebę zaliczyła, ale zwykle wstaje, otrzepuje się, znów próbując zrobić to, co zamierzała. Zwykle jeszcze opowiadając mi, co się wydarzyło. Potrafi zaprowadzić mnie na miejsce zdarzenia, gestami oraz mimiką twarzy wszystko opowiedzieć, używając przy tym tylko jednego słowa. Bo mówi niewiele, ale już raportuję, że słownictwo nam się powiększyło o słowa takie jak, chodź (choć), daj,  Ema, ja. Wszystkie odpowiednio wyważone, wypowiedziane z wielkim przejęciem. Często próbuje powtórzyć coś innego, ale jeszcze jej to nie wychodzi. Bardziej powtarza dźwięki, brzmiące jak słowa, które ma na myśli. Widzę jak się stara, jak uśmiecha, jakby chciała bym zauważyła jej wysiłek. Jest przeurocza, a ja kompletnie w niej zakochana. Ruchowo jest nad wyraz rozwinięta. Wspina się, biega, ostatnio nauczyła się kręcić wokół własnej osi, podnosi nogę do góry, stojąc na drugiej. Wszystko to ją tak cieszy, napawa dumą. Cudownie jest móc patrzeć, jak się rozwija, każdego dnia zyskując kolejne umiejętności.

Czerwiec jednocześnie był dla nas czasem okrutnego ząbkowania. Nie sądziłam, że rzucą się jej od razu czwórki, bo ma tylko komplet jedynek oraz dwie dwójeczki. Nieprzespane noce, płacz, marudzenie, katar, biegunka oraz wysoka gorączka. A mimo to przechodzi to łagodniej, niż jej starsza siostra. Mamy już swoje triki, jednak patrzenie na cierpienie dziecka, boli tak samo.

Gdy czytam stare posty o Majusi, nie mogę się nadziwić, jak bardzo te chwile umykają, jak szybko się człowiekowi wszystko zaciera. Właśnie wróciłam do wpisu o Majeczce w tym samym wieku i stwierdzam, że są jednak do siebie podobne. Czułość, która przychodzi w tym miesiącu, poczucie bezpieczeństwa, potrzeba okazywania uczuć, nieustające całusy i przytulanie, zabawa w dom, lulanie lal, zabawa rytmem, odkrywanie możliwości swego ciała.

moja starsza siostra

No i co najważniejsze. Po tylu miesiącach poświęceń, Ema zaczęła powolutku pozwalać mi się w dzień, odkładać do łóżeczka. Bo tak, do tej pory spała tylko na mnie i nie było takiej opcji, by uśpić ją poprzez noszenie, w łóżeczku, w wózku, na naszym łóżku. Zaczęło się już w ubiegłym miesiącu, gdy podczas snu zaczęła ze mnie schodzić, ale nadal się tuląc, aż wreszcie załapała. Nie jest idealnie. Nie zawsze na to pozwala, ale zaczęło się właśnie w Zawiatach. Mówiłam, że magiczne miejsce, prawda? Oj nawet nie wiesz, jaka ja jestem szczęśliwa. Na razie chodzę jak myszka po cichutku, byle się nie zbudziła, ale obserwując, że śpi czuję się coraz swobodniej. To chyba jest wiadomość miesiąca.

Majunia, cały miesiąc była zdrowa! A to u nas sukces ponad miarę i stan, którego nie zaznaliśmy od sierpnia ubiegłego roku. Koleżanka radośnie chodziła na końcówkę przedszkola, była taka szczęśliwa. Weekendy zupełnie inne, wyjazdy zupełnie inne, życie zupełnie inne. I rower kupiony, więc nauka trwa. Tyle uciech, tyle nowości. Tyle śmiechu i zabawy. Tyle czasu we czworo, tak jak Maja lubi najbardziej. To szalona czterolatka. Pełno energii, mało rozwagi. Próbuje nowych rzeczy, dziwnych zachowań podpatrzonych u innych dzieci. Nie są niestety najmądrzejsze. Przerażenie mnie bierze, jak widzę, co wyprawia przy stole. Jest też niesamowicie wrażliwa i już zaczynają się akcję typu "Mamo, a X powiedziała, że nie jestem jej koleżanką". Zastanawiam się czasem, skąd w dzieciach jest tyle wredoty.

Zaskoczeniem było dla Nas zakończenie przedszkola. Otóż Pani zaproponowała nam przesunięcie Mai o rok wyżej, ze względu na jej rozwój. Wiązałoby się to z wcześniejszym pójściem do szkoły. Długo z mężem debatowaliśmy, czy faktycznie się na to zgodzić. Ostatecznie, odmówiliśmy. Może uznasz, że jestem szalona, ale znam Majuchę. Psychicznie jest taka krucha. Zmiana grupy i Pani byłaby dla niej naprawdę ciężka. Jest zdolna, inteligentna. Potrafi dodawać do dziesięciu. Nauczyła się sama. Ani ja, ani mój mąż, ani nawet Pani w przedszkolu jej nie uczyła. Potrafi napisać większość liter alfabetu oraz kilka słów jak: Maja, Elsa, Anna, Mama, Tata. Wciąż prosi by jej pokazywać. Sama jej nawet nie namawiam, nie pokazuję pierwsza. Podejrzewam, że gdyby w naszym życiu nie pojawiła się Emilia, a ja bym miała dla niej te 100% uwagi oraz czas, by z nią pracować i bawić się, jak robiłam to do tej pory, już by czytała. Jest niesamowicie ciekawa wszystkiego. Psychicznie jednak jest bardzo delikatna, pełna empatii i wrażliwości. W jej życiu na raz pojawiło się zbyt wiele zmian. Własny pokój i odstawienie piersi oraz smoka, moja ciąża, potem siostra, przedszkole i poczucie odrzucenia.  Zobaczymy, jak będzie wyglądał ten rok. Mam nadzieję, że przestanie tyle chorować i wreszcie znajdziemy więcej czasu dla siebie. A raczej ja dla Niej.

zawiaty


W tym miesiącu działo się tyle, że własnych imienin nawet nie zauważyłam. Trwaliśmy w szale przygotowań do weekendu czerwcowego, który był po prostu idealny. No dobra droga na Kaszuby, była męcząca, bo Emisia chyba nie lubi podróży autem. To siedzenie w jednym miejscu, dla takiego małego robaczka, to zdecydowanie zbyt wiele, a jak się robi sennym, to nie ma jak do mamuni się przytulić. Wyjazd na Zawiaty totalnie przerósł moje oczekiwania. Była idealna pogoda, a miejsce. Jeju, miejsce jest tak urokliwe, a infrastruktura dla rodzin z dziećmi dzieci dopieszczona, że nie tylko ośrodek polecam, ale wręcz Was namawiam, by skusić się na pobyt. Las, śpiew ptaków, jezioro, animacje dla najmłodszych, pełne wyżywienie (5 posiłków, a nie 2). Coś wspaniałego. Z resztą, jeśli nie czytałaś jeszcze postu, to serdecznie zapraszam na relacje i cudowne fociaszki. To był najpiękniejszy Dzień Dziecka, jaki do tej pory Mai zafundowaliśmy. Wspólnie od rana do nocy, w tak wspaniałym otoczeniu.

O ile Dzień Dziecka spędziliśmy w Zawiatach, o tyle Dzień Ojca świętowaliśmy znów na pakowaniu. Tata dostał masę prezentów i niespodzianek, które wspólnie razem przygotowałyśmy. A ja zafundowałam mu dzionek z dziewczynkami, sama poznając osobiście znajomości wyhodowane w internecie podczas jednego z najsłynniejszych zlotów blogerów na SeeBloggers w moim rodzinnym mieście, w Łodzi.

córczeki tatusia
hel 

A na koniec, nasze wakacje nad morzem. Niestety w tym roku były bardzo krótkie, a ja... no miałam przygody. Jeśli śledzisz nasz instastory, wiesz już, że dostałam udaru słonecznego, dlatego trąbię o ochronie przed słońcem. Szczególnie malutkich dzieci. 

Mimo wielu nieprzyjemnych sytuacji, to był cudny miesiąc. Cudny początek lata. Co dalej? Czas pokaże. O dziwo, nie mam żadnych planów. Mam nadzieję, że spotka nas coś miłego.

Blogowo, objęłam swój pierwszy patronat, nad książką autorki, którą szczerze lubię i czytam wszystkie jej powieści. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatni raz, gdy wydawnictwo zaufa mi na tyle, by znów powierzyć mi swoją podopieczną. Natalia Sońska to wspaniała, młoda autorka. Ciekawa jestem bardzo, w któym kierunku pójdzie i w jaki sposób rozwinie się jej kariera. Czytałaś już może "Całą przyjemność po mojej stronie". Bardzo przyjemna lektura na wakacje. Na moim fanpage na facebooku zasypałam Was konkursami książkowymi. Jeden nadal trwa. Na ista nakręciłam swój pierwszy life, bo ... zostałam książkową wróżką. No i rozpoczęłam kolejną kampanię blogerów. Ciekawa jaką? Zerknij tu... już więcej nic nie mówię.

Fajny miesiąc miałam. A Ty? Na czym upłynął Ci czerwiec? 

 

Zobacz także

0 komentarze