Last Month #17 - w rytmie slow

8 sierpnia 2018


Mawiają, że szczęśliwi czasu nie liczą, ale matkom on po prostu umyka. Może dlatego zauważamy jego upływ wyłącznie po dzieciach. Rosną w oczach, zmieniają się z dnia na dzień, zupełnie jakby w nocy ktoś im wgrywał nowe oprogramowanie. Jednego dnia są malutkie, a drugiego nagle zaczynają chodzić, mówić, biegać... A my mamy staramy się uchwycić każdy moment.
 
Miniony miesiąc tak sobie płynął w rytmie slow. Spędziłyśmy go głównie poza miastem, uciekając przed zalewającą nas falą upałów. Od rana do wieczora dziewczyny biegały po podwórku. Nawet posiłki jadały na tarasie lub na trawce. Miały huśtawki, basen, piaskownicę, domek, nawet trampolinę. Jednak to, co najciekawsze to wszytko dookoła. Zabawki? Prawie żadnych nie tknęły? Książki? Ciężko je zatrzymać, by na chwilę zechciały przystanąć. Na kocyku? No nie da rady. Jest ciągły ruch. Szczególnie Majucha śmiga bez ustanku. Za to wieczorem padają jak muchy. Ema nawet nie zauważała w dzień, że ząbkuje. Odbijała sobie w nocy. A tu bez taty, wiec ja jestem wykończona.
 
Dziewczynki codziennie kąpały się w baseniku. Ema kocha wodę. To zdecydowanie jej żywioł. Mogłaby z niej nie wychodzić. Wieczorne kąpiele zawsze były jej ulubioną częścią dnia, ale teraz gdy jest basen, jest po prostu przeszczęśliwa. Uśmiech z twarzy nie schodzi. 
 
 
Wakacje to czas, gdy dziewczyny przebywają ze sobą non stop, bo latem Maja nie chodzi do przedszkola. Ma wolne. W końcu są wakacje. Póki jestem na wychowawczym, nie widzę sensu by tam uczęszczała. To moje ostatnie takie wakacje z nimi. Niebawem wracam do pracy, pragnę więc spędzić ten czas wspólnie. Tak lubię obserwować jak między dziewczynkami tworzy się więź. Do tej pory siostrzane zachowania widziałam jedynie u Mai, ale w tym miesiącu coś się zmieniło. Coraz częściej słyszę Aja! Aja! Emilusia dzieli się z siostrą jedzonkiem. Gdy bierze chrupka, sięga zawsze po dwa, by jeden podarować siostrze. Gdy łapie za kapelusz, to zawsze zabiera również dla Mai. Kiedy nie mogę jej nakarmić, proszę Maję o pomoc. Chce robić wszytko tak, jak siostra. Oczywiście to nie jest wieczna sielanka. Maja jest mega zazdrosna, a i Emi pragnie zaskarbić mnie tylko dla siebie. Jedna drugą klepie po głowie, czasem popycha, a druga gryzie i włosy wyrywa, ale ogólnie kochają się coraz mocniej. 

Lipiec to jednocześnie okres, gdy nasz tata pracuje na zwiększonych obrotach i ciągle się od Nas deleguje. A powiem Wam, że zostanie samej z tą dwójeczką to już jest wyższa szkoła jazdy. I to na maxa. Nie wiem czemu tyle mam mnie zapewnia, że przy dwójce, to już jest pełen luz, bo nie jest. Przynajmniej u Nas. Maja wiecznie chce mojej uwagi, Emi jej wręcz potrzebuje, bo wchodzi wszędzie, niczego się nie boi, do tego trzeba się nią jeszcze bardzo opiekować. Nie chce zostawać beze mnie. Płacze, krzyczy dopóki się nie pojawiam. Ćwiczymy się, ale jestem dla niej numerem jeden i już. Do tego ząbkowanie. Na raz idą dwójki, trójki, czwórki. Nie wiemy, co to jest smoczek, więc...


Tak ten miesiąc, to ucieczka od internetów, od miasta, od upałów. Ohhh co za gorący miesiąc. Staram się by dziewczynkom w te gorące dni nieco ulżyć. Często się kąpiemy i dużo pijemy.  Unikamy otwartego słońca. Nawet przygotowałam dla Was specjalny wpis, w którym opisuję, jak to u nas wygląda, czego unikać, a na co zwracać większą uwagę.

Zdecydowanie więcej nas na instagramie. Tu nieco się odsłaniamy. Pokazujemy jak nam mija czas. A mija tak szalenie szybko. Emilcia choć za wiele nie mówi, to pokazuje niemal wszytko. Nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem, czego potrzebuje lub co chce mi opowiedzieć. To zadziwiające, jak obcując z dzieckiem człowiek rozumie jego potrzeby. Emisia to taka mała małpeczka. Chce robić wszytko to, co my, zupełnie jak siostra w jej wieku. Tyle, że Maja naśladowała nas. Ema naśladuje siostrę. Ruchowo idzie jak burza. Chodzi tyłem, obraca się, tańczy, wspina się na wszytko, co można. Do tej pory nie wiedziałam, co to znaczy ruchliwe dziecko. Maja była ostrożna. Tylko raz zwracałam jej uwagę i już nie było problemu. Ema otwiera wszystkie szafki, rysuje po ścianach, podłodze, meblach i drzwiach, wchodzi wszędzie. Jest nieustraszona. Niczego się nie boi. Wystarczy, że raz coś zobaczy i już próbuje. Wchodzimy już nawet w fazę "buntu dwulatka". Sama, sama, sama. Nawet nauczyła się jeść widelcem. Nie to żebym jej go dawała, po prostu mi go zabrała. Schodzi nawet i wchodzi sama po schodach, przytrzymując się poręczy, ale bez mojej pomocy. Krzyczy, jak tylko chcę jej podać rączkę. 

Maja zaś rośnie w oczach. Nie wiem kiedy z maluszka, przekształciła się w tak dużą dziewczynkę. Ta to dopiero daje nam popalić. Nic się nie zmieniło od ubiegłego miesiąca. Trudny wiek.

A Wam jak upłynął lipiec?

Zobacz także

0 komentarze