Jak zachęcić dziecko do chodzenia do szkoły?

3 września 2018


Dziś rozpoczęcie roku szkolnego. Większość z nas dzień 1 września traktuje jako największe zło, koniec wolności, radości, beztroski i błogiego lenistwa. Szkoła staje się uosobieniem czegoś, co odbiera nam wszystko co najpiękniejsze i najlepsze, ale czy naprawdę tak jest? Czy słowo szkoła musi być słowem pejoratywnym? Czy to negatywne spojrzenie można odczarować? Jak zachęcić dziecko, by do szkoły szło z uśmiechem na ustach, pełne ufności, że czeka je tam wielka przygoda?

Joanna Krzemińska - pedagog, od wielu lat nauczycielka języka polskiego, terapeutka z zakresu diagnozy i terapii pedagogicznej, postanowiła zmierzyć się z tym problemem. Całą swą osobą zaprzecza wszelkim stereotypom dotyczącym nauczyciela, co sprawdzić możesz sama, podglądając jej pracę na blogu ZAKRĘCONY BELFER. Dziś postanowiła pokazać Tobie, że w polskim szkolnictwie wiele się już zmieniło, a jeszcze więcej się zmienia, zaś nastawienie Twojego dziecka do szkoły w dużej mierze zależy właśnie od Ciebie!

 


Koniec sierpnia, koniec wakacji. Nieodmiennie słyszę w tym czasie tęskne głosy, mówiące o ulatującej wolności i zamknięciu cudownego okresu błogiego lenistwa. Przez dwa miesiące człowiek żył niczym nieskrępowany, oddawał się ulubionym rozrywkom, a teraz właśnie przyjdzie mu wcisnąć się w szarą rzeczywistość. A co na jej progu? Szkoła!

Z trudem przychodzi mi godzenie się z takim stanem rzeczy. Krążące po sieci memy i anegdoty przekazywane z ust do ust są bezlitosne. Szkoła to samo zło, nauczyciele to potwory, nasze dzieci przez najbliższe dziesięć miesięcy podlegać będą terrorowi, a my nic nie możemy z tym zrobić. Wiecie, co wtedy myślę? Owszem, możecie coś z tym zrobić. A pierwszym krokiem niech będzie zmiana nastawienia :)

Dzisiejsza szkoła w wielu aspektach nie przypomina tej instytucji, do której my, rodzice, uczęszczaliśmy. Nawet, jeśli pracują w niej dokładnie ci sami nauczyciele, istnieje duża szansa, że nie poznalibyśmy ich lekcji. I nie tylko dlatego, że zmienił się program, weszły nowinki technologiczne, a podręczniki są bardziej kolorowe. Mam po prostu wrażenie, że w obliczu badań, związanych choćby z neurodydaktyką, dziś inaczej patrzy się na młodego człowieka, ucznia, niż te kilkanaście lat temu. Więcej uwagi poświęca się indywidualnym potrzebom, ze zrozumieniem podchodzi się do dziwacznego (z punktu widzenia dorosłego) zachowania.


Marzę o tym, by dzieci odprowadzane do szkół i przedszkoli słyszały od dorosłych jak fascynujące jest to miejsce. Być może wtedy, zamiast lęku przed nieznanym, wystąpiłaby ciekawość tego, co nowe? Od wielu lat pracuję w szkole. Uważam, że miejsce, które mogę współtworzyć, jest przyjazne uczniowi, a proces edukacyjny przypomina niezapomnianą przygodę. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji ze wszystkiego, co przynależne placówce oświatowej, ale takie modelowanie sytuacji, by każdy miał szansę na odniesienie sukcesu. Z równą uwagą traktowane jest zaspokojenie potrzeb intelektualnych, co emocjonalnych, tworzenie atmosfery bezpieczeństwa. Dzięki tym elementom efektywność nauki wzrasta (szczególnie jeśli uczeń nawet się wie, że właśnie się czegoś nauczył ;) ).

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że są takie szkoły, które trwają w “hibernacji” i trudno mówić w ich przypadku o jakimkolwiek rozwoju. Patrzę jednak na rozmaite ruchy, takie oddolne, inicjowane przez samych nauczycieli i widzę, jak ogromna jest chęć wprowadzenia zmiany. Nie reformy, narzuconej przez odpowiednie ministerstwo, ale ewolucji wypływającej z wewnętrznej potrzeby ludzkiej.

Dla mnie koniec wakacji jest radosnym czasem. Już nie mogę się doczekać spotkania z moimi uczniami, opowieści o tym, jak spędziliśmy minione dwa miesiące, realizacji wspólnych przedsięwzięć. Lubię to, co robię :) I choć nie zrezygnowałabym z letniego czasu, w którym mam szansę naładować akumulatory i zaplanować przyszłe działania, nie ubolewam z powodu powrotu do pracy. Przecież wszystko ma swój czas, a wolność to stan umysłu ;) 



A jaki jest Twój sposób na pozytywne przygotowanie dziecka do jednej z największych przygód jego życia? Jak Ty zachęcasz je do chodzenia do szkoły? Opowiadasz mu troszkę o swojej szkole? Ciepło ją wspominasz? A może nie najlepiej? Mam nadzieję, że nie mówisz tego na głos? Pamiętaj, by nie przekazywać mu swoich urazów. Warto z nim porozmawiać, pokazać ile ma możliwości. Sięgnij zatem po swoje stare fotografie, pokaż swoją klasę, koleżanki. Przypomnij sobie, które lekcje podobały Ci się najbardziej. Co  pozytywnego wniosła szkoła w Twoje życie? Opowiedz dziecku, jak wyglądają lekcje, co będzie robiło, co robić może. Takie oswojenie z tematem, a przede wszystkim rozmowa może utorować dziecku drogę do łatwej i szybkiej adaptacji. 

Mam nadzieję, że Asia przekonała Cię, że szkoła od czasu, gdy sama ją ukończyłaś bardzo się zmieniła i jest w niej coraz więcej takich nauczycieli, jak ona. Pełnych pasji, wyobraźni i otwartości na swoich uczniów oraz ich potrzeby. Nauczycieli z powołania, którzy pozwalają dziecku rozwijać się w kierunku, w którym sam pragnie się rozwijać, zachęcając do nauki przede wszystkim poprzez wspaniałą zabawę. Tak zabawę. Bo kto powiedział, że szkoła to koniec zabawy? Nie wierzysz? Zajrzyj na jej stronkę. Będziesz zachwycona? Ja już marzę o tym, by uczyła moje dziewczynki! 


Joanna Krzemińska - Absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Od dziesięciu lat związana ze Szkołami MIKRON w Łodzi. Nauczyciel języka polskiego i terapeuta z zakresu terapii pedagogicznej. Pomysłodawca i koordynator Konkursu Filmowego „Lektury w kadrze” oraz Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego „Baśnie, naturalnie!”. Inicjatorka projektów, realizowanych za pośrednictwem platformy eTwinning: „Stworzeni z wyobraźni”, „Usłysz legendę” oraz innych projektów rozwijających umiejętności językowe uczniów. Członkini grupy zrzeszającej kreatywnych nauczycieli „Superbelfrzy”. Autorka bloga „Zakręcony belfer” (www.zakreconybelfer.pl), wyznająca zasadę: dzień bez szalonego pomysłu, dniem straconym.

Zobacz także

0 komentarze