ROK 2018 W ZDJĘCIACH

21 stycznia 2019



Rzadko robię podsumowania roku. Jeśli patrzę wstecz, to robię to zwykle w dniu swoich urodzin. Sylwester jest dla mnie zwyczajną datą w kalendarzu. Zwykle z miesiąc potrzebuję, by prawidłowo zacząć pisać datę. Nie mniej jednak, lubię chociaż przejrzeć zdjęcia na Instagramie i w ten sposób przypomnieć sobie ważne chwile, które czasem po prostu umykają.

Jaki był 2018 rok? Szybki jak błyskawica, pełen chorób, upałów, wyjazdów i ogólnie...ciężki. Ten czas dosłownie przeleciał mi między palcami. Nie wiem, kiedy się skończył. Naprawdę. Mama zawsze mi powtarzała, że gdy pojawią się w moim życiu dzieci czas mi przyśpieszy, ale nie sądziłam, że to będzie aż tak namacalne. Większość czasu spędziliśmy w domu chorując. Nie przesadzam. W roku szkolnym przerwy na zdrowe dni były tak rzadkie, że nasze nasze życie towarzyskie legło w gruzach. Dziewczynki słabo przywitały tamten rok, bo od Bożego Narodzenia były mocno chore, potem to już była po prostu kontynuacja. W lutym Emisia omal nie wylądowała w szpitalu na jakiegoś paskudnego entorowirusa i w swoje urodzinki wyglądała niczym jeden z X-manów z fioletowym ciałkiem (od góry do dołu wysmarowana piochtaniną). Aż do kwietnia czas płynął nieubłaganie między jedną wizytą u lekarza, a drugą. I wreszcie przyszedł maj... a z nim  upały. Achhhh co to było za lato. Najgorętsze jakie pamiętam. Weekend majowy z upałami? To dopiero coś! Tym samym rozpoczęliśmy sezon na podróże.

W maju odwiedziliśmy rodzinkę na Opolszczyźnie, w czerwcu odwiedziliśmy najcudowniejsze miejsce dla rodzin po słońcem, pod koniec czerwca jeszcze raz wyjechaliśmy tym razem do naszej ukochanej Jastarni, potem latem znów zawitaliśmy na Opolszczyźnie, a we wrześniu pojechaliśmy do Sopotu. Oj tak było podróżniczo. 

A potem... powrót do przedszkola i jeszcze więcej chorób.

No i ten rok był dla mnie wyjątkowy, bo ostatni mój z dzieciakami. W październiku wróciłam do pracy zawodowej. Fakt, że na pół etatu, ale od tego momentu czas się dla mnie zatrzymał. Mentalnie jestem nadal w październiku. Dni upływają, a ja mam wrażenie, że dryfuję w innej czasoprzestrzeni. Jest mnie tu mniej... dużo mniej, bo wieczorami po prostu zasypiam, albo zastygam w niemocy.

Jedno się nie zmienia: moja miłość do książek. Zorganizowałam w tym roku kampanię dla rodziców, promującą wspólne czytanie #KOCHANIEprzezCZYTANIE, dwie wymiany książkowe (a więc Przeczytaj & Podaj Dalej), na które przybywa z każdą edycją coraz więcej molików, nadal prowadzę mój Klub Książki, bo mam tam wspaniałe, kochane kobietki, które mnie motywują i inspirują. Po raz pierwszy objęłam również swoim patronatem wydanie dwóch książek. Co więcej, z Dagmarą zorganizowałyśmy piękną kampanię z myślą o trwaniu w udanych związkach, czyli #DBAMboKOCHAM. Powstało tyle wspaniałych, wzruszających tekstów, że nie mogłam w to uwierzyć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak blogosfera się rozwija i jaki ma ogromny potencjał. Cieszę się, że choć w tak małym stopniu mogę być jej częścią.

Jeśli chodzi o dziewczynki to był to niesamowicie intensywny rok dla Emilci. Tak bardzo się zmieniła, tyle osiągnęła, tyle poznała, tyle się nauczyła. A Majeczka wyrosła na piękną, mądrą, choć niesamowicie delikatną i wrażliwą panienkę. Więcej o Nas zawsze poczytacie na FB oraz na Instagramie, bo tam pojawiamy się niemal codziennie. Jednak ten rok nauczył mnie odpuszczania i stawiania na piedestale tego, co dla mnie ważne. Coraz częściej robię sobie komputerowo - komórkowe detoksy. Coraz więcej łapię oddechów, bo naprawdę tego potrzebuję. Bycie mamą nie jest łatwe, jest cholernie wymagające. Szczególnie, gdy ma się dziecko, które nie śpi.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak sen w naszym życiu jest ważny. Bez niego jest naprawdę ciężko. Powiem Wam tak, ten rok mnie zniszczył. Zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Nie chodzi o to, że był jakiś zły. Ja po prostu od dwóch lat permanentnie nie śpię i czuję się przez to o 10 lat starsza. Umęczona, poirytowana, rozdrażniona, zasypiająca w rożnych dziwnych miejscach. 
 
Mimo to... nie chciałabym być nigdzie indziej i z nikim innym. Padam na ryj, ale kocham być mamą. Spójrzcie na te zdjęcia. Wiem. Nie pokazuję siebie o poranku. Nie pokazuję płaczących dzieci. Ani mnie krzyczącej do zdarcia gardła. Nie pokazuję, jaki w domu mam bałagan, ani mojej wielkiej sterty prania, która nigdy się nie kończy (najwyraźniej kupiłam samonapełniający się kosz do bielizny). Nie robię tego, nie dlatego, by mydlić Wam oczy, bo głośno o tym mówię, ale są pewne rzeczy, które są zwyczajnie zbyt osobiste. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

Ciekawa jestem, jaki będzie 2019? Bo już wiem, że wcale nie zwolni tempa.
 

A Wam jak upłynął ubiegły rok? Przyniósł jakieś spektakularne zmiany lub sukcesy?

Jeśli przypadły Ci do gustu nasze foteczki i my :) serdecznie zapraszam do śledzenia Nas na Instagramie :)

 
 
 

Zobacz także

0 komentarze