Uwierz w miłość Calineczko

2 stycznia 2019

Natalia Sońska

Święta to czas cudów, magii i miłości. Czas pachnących pierników, wybaczania, jedności i radosnego oczekiwania. Uwielbiam grudzień, ale świąteczne przygotowania zaczynam nieco wcześniej, bo już w listopadzie. Robię sobie herbatkę w ulubionym kubku, zakładam ciepłe skarpety i sięgam po świąteczne lektury.

Właśnie w ten sposób trzy lata temu, przed Świętami, sięgnęłam po książkę Natalii Sońskiej i ...zarwałam nockę. Od tej pory czytam wszystko, co wyjdzie spod pióra tej autorki, jednak to na świąteczne książki, pełne ciepła i świątecznego klimatu, czekam najmocniej. W tym sezonie autorka zadebiutowała powieścią UWIERZ W MIŁOŚĆ CALINECZKO. To już trzecia powieść nawiązująca do baśniowych postaci, która czaruje magią świątecznego Zakopanego.
 
Maja - główna bohaterka i tytułowa Calineczka, to dziewczyna z domu dziecka. Brak jej pewności siebie, nie ufa mężczyznom i mieszka wraz z ciotką, pracując jako agent nieruchomości. Ucieka przed światem w ukochane góry, by tam po cichutku robić swoje, nie walcząc o szczęście. Bartek to najlepszy przyjaciel Mai, który nie może znaleźć wielkiej miłości. Kreatywny, lojalny, z duszą artysty. Maja wiedzie spokojny i bezpieczny żywot w domu cioteczki, jako sąsiadka pani Anieli, którą zapewne znają stali czytelnicy Natalii Sońskiej. Pani Aniela jest małym, świątecznym podarunkiem od autorki, bowiem tym razem nie pełni roli jedynie epizodycznej, a jest jedną z głównych bohaterek powieści, co mnie bardzo ucieszyło. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kochająca ciocia, która swoją siostrzenicę usiłuje na siłę uszczęśliwić. Nie ma bynajmniej złych zamiarów, kieruje nią prawdziwa miłość, ale odpowiedzialność nieco przyćmiewa jej osąd i mąci prawdziwy obraz szczęścia Mai. Ciocia bowiem po kryjomu planuje jej wesele. Ba, nawet zarezerwowała już salę, knując do spóły z ojcem przyszłego Pana Młodego. Co na to sami zainteresowani?
 
Powiem szczerze, że postać Mai początkowo mnie drażniła, jednak w miarę czytania (a powieść Sońskiej, jak zawsze czyta się na jednym wdechu), pod wpływem ujawniania historii bohaterki i jej przeszłości, zaczynałam ją coraz bardziej lubić, aż wreszcie zaczęłam jej kibicować. Z pewnością te powieści nie są dla czytelnika, który oczekuje spektakularnego romansu z pikantnymi scenami miłosnymi. I wiecie co? Właśnie za to kocham autorkę. Za subtelność, wyrafinowanie, za delikatność. Tak, jej książki są niezwykle kulturalne. Niezwykłe jak na tak młodą autorkę. Podczas, gdy większość pisarzy w zaparte stara się prześcignąć w coraz bardziej bezpruderyjnych, wręcz obcesowych opisów aktów seksualnych, Natalia Sońska pozostaje wierna starej szkole, która wierzy w wyobraźnię i inteligencję swoich czytelników. Dla mnie klasa. Cieszę się, że jej powieści są pełne ciepła i wyrafinowania. Złośliwi powiedzą infantylności, ale... przecież baśnie właśnie takie są - pełne dobra. Czy dobre wychowanie i grzeczność są infantylne? Takie książki naiwnie karmią nas prawdami o tym, jak to dobro zwycięża, miłość odnajdzie każdego, a bohaterki mimo okrutnie traktującego życia, zachowują w sobie ciepło i dobro. Tylko czy to rzeczywiście jest naiwność? Sama znam takie osoby, pełne ciepła, bezinteresowności, o gołębim sercu i poobijanych czterech literach. Bo ludzie z wielkim sercem zawsze dostają ostro po pośladkach. Ale osobiście wierzę, że karma wraca. Wierzę w życzliwość i podziwiam takie osoby. Dlatego dla mnie książki Natalii Sońskiej mimo swej grzecznej okowy zawierają wiele okrutnej prawdy o życiu, a przede wszystkim uczą, że warto zachowywać się z klasą. Nie znajdziecie tu ordynarności, a przepiękny opis rodzącej się miłości. A każda rodząca się dopiero miłość jest czysta, niczym nie skalana, piękna. Nie znajdziecie tu trywialnych, powielanych motywów, a miłość do gór. Bo autorka przenosi swą pasję na kartki papieru, w urzekający sposób opisując Zakopanem oraz nasze wzniosłe Tatry. Czuć tu wielką, prawdziwą miłość do gór oraz ogromny szacunek.

Bohaterzy Uwierz w miłość Calineczko są prawdziwi, autentyczni, z bagażem doświadczeń, które chowają głęboko pod kożuchem, zupełnie jak my wszyscy. To znakomita powieść na zimowy czas, lekka, słodka i relaksująca. A swoimi opisami potrafi sprawić, że  człowiek ma ochotę pakować walizki na ferie w Zakopanem. Spędziłam z tą książką bardzo miłe, odprężające wieczory, aż szkoda było kończyć. Zdecydowanie polecam.
 
 

Zobacz także

0 komentarze