Kiedy mama wraca do pracy...

8 sierpnia 2019


Urlop wychowawczy czy powrót do pracy? To dla mam bardzo trudna i bardzo ważna decyzja, niosąca za sobą dość poważne konsekwencje. Nie ma tu scenariusza idealnego. Nie ma tu odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze. Każde dziecko jest inne, każde ma inne potrzeby. Inne są nasze sytuacje życiowe i finansowe. Wreszcie inne potrzeby mamy my, mamy. Należy wybrać to, co najlepsze jest dla nas i dla naszej rodziny. Jedno  jest pewne, gdy zdecydujemy się na powrót, zmienia się wszystko, a my musimy postawić na pierwszym miejscu również siebie, na równi z dzieckiem. I tak dochodzimy do sedna sprawy, do konieczności zajęcia się sobą.

Nie chcę Wam pisać o powrocie do pracy z punktu rozstania z dzieckiem, samego momentu podjęcia tej decyzji ani przedstawiać argumentów za pozostaniem na urlopie wychowawczym, czy powrotem do pracy. To drzewko decyzyjne należy do Was. Chciałam ugryźć ten temat z perspektywy bycia kobietą i konieczności postawienia wreszcie siebie w centrum. Wiele mam ma z tym problem. Nie chodzi o fakt, że się zaniedbujemy, czy źle wyglądamy. Inne priorytety ma kobieta pracująca, a inne kobieta zajmująca się domem i dziećmi. Dla nas często jest coś ważniejszego, niż sam wygląd. Zupełnie na coś innego przeznaczamy swój czas oraz pieniądze. Do fryzjera zawsze mogę pójść ten tydzień, czy dwa później. Nowe buty mogę kupić w przyszłym roku, gdy przestanę chodzić ciągle z wózkiem. Paznokcie mogę pomalować jutro, bo dziś już nie mam siły. Jednak, gdy wracamy do "świata dorosłych" trzeba wyglądać jak dorosły. Trzeba znaleźć czas i pamiętać o wizycie u kosmetyczki czy fryzjera.

Nie było mnie w pracy 5 lat! 5 lat! wyobrażacie to sobie? Długa przerwa prawda? Nie żałuję ani trochę. Czy siebie zaniedbałam? Hmnnn... Nie powiedziałabym. Po prostu inne są potrzeby, gdy siedzi się w domu z malutkimi dziećmi. Nie musiałam kupować dużej ilości ciuchów, bo nikt mnie nie oceniał, no prócz moich maluchów, ale dla nich nie jest ważne czy mam tą samą bluzkę, co wczoraj, czy jest nadszarpnięta czasem, ani jakiego jest koloru. Nie kupowałam też rzeczy drogich czy eleganckich, a jedynie praktyczne, wygodne, a przede wszystkim takie, których nie będzie mi żal, gdy się zniszczą, bo przy malutkich dzieciach nie dbamy o to, co mamy na sobie, a o same dzieci. Emilia ulewała nam do 11. miesiąca życia, potem weszłyśmy w fazę karmienia. Bywały dni, że przebierałam się po 7 razy dziennie lub swoje zaplamione ciuchy wyrzucałam do kosza, bo nie byłam w stanie ich doprać, nawet detergentami. Buty? Kocham! jak to kobieta! ale tyle, ile razy przejechałam sobie wózkiem po stopie, bo sama z dwójeczką musiałam znieść wózek po schodach i wykaraskać się z windy... tyle razy mi dziewczynki deptały po stopach, że... nigdy przy nich nie biegałam w "ładnych butach", które zakładam do ludzi. Ani w obcasach. Jestem praktyczna. Torebki? Nie potrzebowałam. Miałam porządną, fajną torbę dla mamy. Tam mieściło się wszystko, również moje szpargały. Co za tym idzie, nie malowałam się za bardzo. Praktykowałam raczej make up "no make up".

Powrót do pracy sprawił, że musiałam krytycznym okiem spojrzeć na zawartość mojej szafy, a także kosmetyczki. Wykonuje zawód, gdzie pracuję wśród ludzi, w biurze. Muszę być ubrana schludnie, elegancko, kobieco. Na szczęście żaden mundurek, ani uniform mnie nie obowiązuje, ale lubię dobrze wyglądać i nie chcę codziennie zakładać tego samego. Wiecie, jak to jest przebywać wśród innych kobiet? Stale czujecie się oglądane i oceniane. W pracy, wiadomo, nie czuję się już tak swobodnie, jak w domu. Włosy muszą być ułożone, makijaż dopracowany, a ciuchy.... no inne niż dres i wygodny t-shirt. Do tego dochodzi czujne oko koleżanek, które ciągle nas oceniają i jakoś musimy się z tym skonfrontować.


Kiedy mama wraca do pracy... najpierw idzie na zakupy. 


Może i brzmi nieco próżnie, ale taka jest prawda. Grunt, by zrobić z głową. Najlepiej stopniowo, tworzyć podstawy. Uzupełniać braki korzystając z wyprzedaży, promocji, okazji. Przejrzeć swoją szafę. Stworzyć basic i bawić się dodatkami. Jestem minimalistką. Wolę też rzeczy naturalne i dobrej jakości, ale nie muszę mieć 5 paru butów w sezonie. Nie mam też ambicji, by nie wystąpić dwa razy w tym samym stroju. Do tego wychodzę z przekonania, że ma być mi przede wszystkim wygodnie i pragnę czuć się sobą, a nie przebraną za kogoś innego. Nigdy nie podążałam ślepo za modą. Nigdy nie byłam transetterką. Uważam, że nie wszytko co modne, musi być ładne. Mam swój gust i swoje zdanie. Nie wstydzę się szukać pomocy u profesjonalistów, szczególnie gdy chodzi o kosmetyki. To również ogromna oszczędność czasu. Zazwyczaj zanim zacznę kupować, lubię udać się do perfumerii na rozmowę z konsultantką np. w perfumerii Douglas, która doradzi mi, jak się malować, czego unikać, jakich kosmetyków szukać oraz pomoże w doborze idealnego odcieniu podkładu, korektora czy pomadki. Do tego mnie umaluje, dając cenne wskazówki. Dopiero wówczas rozpoczynam kompletowanie kosmetyczki.

Przebywając z ludźmi, siłą rzeczy staramy się wyglądać dobrze. Chcemy wyglądać dobrze. Dzięki temu, czujemy się lepiej. Dorośli zamiast oceniać mądrość, umiejętności, życzliwość niestety zwracają uwagę na powierzchowność. Powiem Wam więcej, z perspektywy tych 5 lat spędzonych w domu, stwierdzam, że każdemu przydałaby się taka przerwa, by złapać dystansu do życia i nauczyć się od dzieci dobra, ciepła, życzliwości, nie oceniania innych czy szczerości. Wchodząc do biura, chcemy widzieć osoby profesjonalne, a profesjonalizm często cechuje osoby schludne, ubrane stosownie do miejsca oraz sytuacji. Bez kaszki we włosach czy poodpryskiwanych paznokci. 

Gdy wróciłam do pracy, zaczęłam bardziej o siebie dbać, bo więcej czasu spędzam poświęcając czas sobie, jako kobiecie. Zwykły manicure czy pedicure prócz tego, że dobrze wygląda, pozwala mi się odprężyć. I nic mnie tak nie cieszy, jak upolowane w przecenach dodatki, których nie używałam przebywając na urlopie wychowawczym: kolczyki, wisiory czy bransoletki. Gdy dziewczynki były małe zrezygnowałam też z używania perfum, które uwielbiałam, by nie podrażniał je mój zapach. Pachniałam mamą, głównie mlekiem. Poza tym szkoda mi było używać ich po prostu siedząc w domu lub wychodząc na plac zabaw. Dziś znów z rozkoszą podczas zakupów wbiegam do perfumerii, by powąchać nowe zapachy ulubionych marek.

Uważam, że w życiu na wszystko jest czas i miejsce. Na zwolnieniu, urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym fajnie jest poczuć się bardziej naturalnym. Nie przejmować wyglądem i opinią innych. W tym okresie zaprzyjaźniłam się z kosmetykami naturalnymi, chodziłam bez makijażu, swobodnie, akceptując swoje niedoskonałości. Dziś, jako mama po części pracująca znów się maluję i stroję. Puszę piórka, bo od rana prócz bycia mamą i kobietą, jestem też osobą pracującą. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

A Wy? Co o tym myślicie? Przebywając z dziećmi pozwalacie sobie na większą swobodę? A może zawsze dbacie o siebie i swoją kobiecość w równym stopniu? Zawsze jesteście idealne? Z super fryzurą, idealnie pomalowanymi paznokciami i ciuchami na czasie?
Jak to u Was jest?


Zobacz także

0 komentarze