Rok 2019 w zdjęciach

10 stycznia 2020

Rok 2019 za nami. A ja wreszcie jestem tu i teraz, z pełną tego świadomością. Do tej pory ciągle tkwiłam kilka miesięcy wstecz, ale końcówka roku tak nam dała popalić, że odcięliśmy się zupełnie od świata, obowiązków i jakikolwiek powinności, co zaowocowało powrotem do teraźniejszości. Jaki był dla nas 2019 rok? Jaki był dla mnie?
 
Jeśli mnie znasz, wiesz, że prawdziwe podsumowanie roku robię dopiero w swoje urodziny. Nachodzą mnie wówczas refleksje na temat życia, tego co z nim zrobiłam, tego gdzie jestem oraz tego, gdzie chciałabym być. Nauczyłam się, że czas toczy się po kole. A raczej zawija wielkiego ślimaka, bo przecież początek był w chwili narodzin, a koniec... wiadomo. 1 stycznia zawsze był dla mnie kolejnym dniem. Nie stawałam się nagle inna, nie zapominałam o problemach i niczego nie zaczynałam od nowa. Niczego, poza rokiem kalendarzowym.
 
Ciężko mi ocenić ten rok. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a jak to bywa z oczekiwaniami... rzeczywistość nigdy im nie dorównuje. Nie miałam żadnych wielkich postanowień, nie planowałam spektakularnych czy drastycznych zmian. Odkąd są dziewczynki mniej planuję i marzę, a staram się walczyć z tym, co przynosi mi dzisiaj. Brzmi może mało optymistycznie, ale... wiesz, ja naprawdę marzyłam tylko o jednym: o śnie. Nieprzerwanym. Przynajmniej 7 - godzinnym. Nic z tego. Ema nie śpi kolejny, już 3 rok. Nie przespała ani jednej nocy. A pobudki nadal mam min 4. Czasem są 2 (ale to tylko czasem), czasem kilkanaście. A wierzcie mi, brak snu powoduje wręcz niewyobrażalne konsekwencje. 
 
 
 
 
Do tego ciągłe choroby. Jak w ubiegłym roku, tylko jeszcze więcej, jeszcze częściej. W przedszkolu Maja była gościem. 2 tygodnie w domu, 4 dni w przedszkolu, a to jej 3 rok.  Skończyło się to operacją trzeciego migdała, acz nie jest od tego zdrowsza. Za to chociaż swobodnie oddycha.
 
Jednak jak to w życiu. Nie wszytko jest złe, nie wszystko jest ciężkie. Chyba właśnie na tym polega jego istota. Na równowadze, na łapaniu tych chwil, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi. W ubiegłym roku mieliśmy naprawę cudowne wakacje, gdzie mogliśmy, po moim powrocie do pracy, pobyć wszyscy razem. Po kilkunastu latach znów wybrałam się w góry. Nie byłam tam... bardzo, bardzo dawna. Szczególnie zimą. Nie jestem entuzjastką. Wolę morze, palmy itp. Ale... nasz wyjazd do Karpacza sprawił, że się w nich zakochałam. Za przestrzenią, ciszą i majestatem. Mieliśmy z okiem cudowny widok na ośnieżoną Śnieżkę. Zachody słońca były po prostu magiczne. Gdyby nie dzieci mogłabym godzinami stać w oknie i pewnie bym chodziła po górach, byle tylko czuć naturę, wolność, dzikość. A teraz tęsknię za śniegiem.
 
Wakacje też były wspaniałe, bo udało mi się uzyskać zgodę na urlop wychowawczy. Męża w wakacje nigdy nie ma. A ja nie mam co zrobić z dziewczynkami, tak więc wyjechałyśmy za miasto na 2 miesiące, z czego 3 tygodnie spędziłyśmy nad morzem. Oj powrót do miasta strasznie mnie bolał. I nie chodzi o obowiązki i pracę, tylko brak świeżego powietrza.
 
To sprawiło, że postanowiłam wreszcie ukwiecić dom. Zrobiłam listę roślin, które produkują najwięcej tlenu bądź pochłaniają najwięcej związków toksycznych z powietrza i sukcesywnie zalewam nasz dom zielenią. Poluję również na woreczki do żywności i staram się namówić męża na zakupy z własnymi pojemnikami. Jednym słowem staram się przejść na naturalną stronę mocy.
 
Gdy tylko zdrowie nam dopisuje staramy się uciekać z dzieciakami z miasta, albo przynajmniej do parku. Spacerujemy. Brakuje nam tylko więcej wycieczek rowerowych, ale tu.... przydałby się bagażnik rowerowy, bo z miejsca gdzie mieszkamy niestety za daleko w teren niezabudowany, a ja bez przespanych nocy jestem niczym zipjąca emerytka. Kto wie, może ten rok będzie dla mnie łaskawszy. Odkryliśmy w tym roku Baśniowe Sady Klemensa, udało się wreszcie zobaczyć Borysew, stałyśmy się stałymi bywalczyniami warsztatów z Panią Babeczką, a przed Świętami udało nam się wyrwać do Wrocławia na Jarmark Świąteczny. O matko jak to grzane wino mi smakowało po tych 6 latach abstynencji. No i wreszcie byłam na tak wielkim, tak pięknym Jarmarku, a Majeczka pobiegła do ukochanej wytwórni lizaków. Nawet szybki wypad do rodzinki na Opolszczyznę udało się latem zorganizować.

Tymczasem sukcesów w ubiegłym też nam nie brakowało. Emisia miała swój debiut w bieganiu i to bardzo udany. Zaliczyła 2 biegi w tym roku. Maja natomiast stanęła na podium, zajmując w swojej kategorii wiekowej 3 miejsce wśród dziewczynek. O jacyż byliśmy dumni. Choć z podium jak się okazało zeszła z gorączką. Nasza Pani doktor się u nas w tym roku zadomowiła i dobrze się poznaliśmy. Bywa u Nas znacznie częściej niż nasi znajomi.

Czas jak zawsze przeciekał mi przez palce, od jednej infekcji do drugiej. Te krótkie chwile oddechu staraliśmy się wypełnić życiem w pełni. Maja na dobre rozkochała się w balecie mimo, iż udało się w ubiegłym roku dotrzeć tylko na jedne zajęcia. Nawet na przedstawieniu baletowym byłyśmy.
 
Emisia zaś nam urosła, pięknie zaczęła mówić, opowiadać, choć gdy za szybko chce o czymś nas powiadomić troszkę się jąka. Jest bardzo dzielna i ma coraz silniejszą osobowość. Z zachwytem patrzymy na jej kształtujące się gusta i charakter. Oj daje nam czasem popalić. Daje.

Ja odpuściłam pisanie. Zdaje sobie sprawę, że znikam w internecie, ale ... zwyczajnie nie mam już siły. Nawet na wyrzuty sumienia, że mnie tu nie ma. Strasznie podupadłam też na zdrowiu i choruję miesiąc w miesiąc razem z Mają. To jeden ze skutków braku snu. A inną konsekwencją jest permanentne przemęczenie. Wieczorem jestem po prostu wegetującą roślinką. Zalegam na kanapie, bo na nic innego nie mam sił. W życiu nie czułam takiego braku sił.
Ale mimo to udało mi się dwukrotnie zorganizować kampanię promującą głośne, codzienne czytanie dzieciom #KOCHANIEprzezCZYTANIE,  które to poparła Fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom, co dla mnie było mega wyróżnieniem. Dzięki energii i sile Dagmary czyli SOCJOPATKI przygotowałyśmy dla Was dwie edycje WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ "PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ" z czego ta jesienna była po prostu istnym szaleństwem.
 
Jak widzicie, działo się. Nie piszę o wszystkim, bo i po co. Każda mama wie, że codziennie zmagamy się z małymi dramatami, wojnami, porażkami. Ale i sukcesami oraz niezapomnianymi chwilami. Zrozumiałam, że dzieci są ważne, ale matka też

A jaki był Twój rok? Rozpatrujesz go w kategorii dobry lub zły? Czy nie dzielisz w ten sposób życia na białe lub czarne?

ps. wszystkie wyżej zamieszczone zdjęcia zostały opublikowane w 2019 r. na koncie instagramowym Save the Magic Moments. Oczywiście nie tylko te.... bo dużo też nagrywam na stories, więc jeśli nas lubisz i chcesz być z Nami w kontakcie, serdecznie zapraszam.


Zobacz także

0 komentarze