pucio


Wiedziałam, że będę czytała dzieciom, zanim zostałam mamą. Doskonale pamiętam, jak na dobranoc czytała mi mama. Nie miałam wielu książek, bo jestem dzieckiem ery kartek na jedzenie, ale kilka miałam. Znałam je na pamięć, a mimo to nigdy mamie nie odpuszczałam. Czytanie musiało być codziennie. Dziś sama jestem mamą, a swoim dzieciom zaczęłam czytać, gdy były maleńkimi istotkami pod moim brzuchem. Pokochały to, bo dziś słyszę tylko MAMA CITAĆ!, albo Mama poczytasz mi proszę? Muszę przyznać, że to uwielbiam.

Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Książki z początku nie były ciekawym obiektem, szczególnie gdy dzieci zaczęły raczkować i poznawać świat. Majusia szybciej się zainteresowała, Emisia książki głównie jadła, aż wreszcie... wreszcie dojrzała do Pucia. I zakochała się. Znacie Pucia? Pewnie tak. Kto go nie zna. To totalny bestseller i w zupełności na to miano sobie zapracował.

PUCIO UCZY SIĘ MÓWIĆ - Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych to pozycja przygotowana przez specjalistkę - logopedę, pedagog dziecięcą i pedagog twórczości dr n. hum. Martę Galewską - Kustrą, która stworzyła pozycję będącą pomocą nie tylko dla rodziców, ale również dla pedagogów i logopedów. Książka zbudowana jest bardzo prosto. Zarówno pod względem języka, jak i ilustracji, które są po prostu wspaniałe. Myślę, że książka by nie osiągnęła takie rozgłosu, gdyby nie rysunki Joanny Kłos. Pozycja skoncentrowana jest na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych i samogłoskach, które dzieci zaczynają wypowiadać koło pierwszego roku życia. Ilustracje zachęcają do powtarzania dźwięków i wskazywania obiektów, które dzieci znają z najbliższego otoczenia. Zatem, gdy do świetnej autorki i utalentowanej ilustratorki dołączy zaangażowany rodzic z poczuciem humoru, który lubi bawić się głosem, dziecko z pewnością zainteresuje się książeczką. Gdy zaś się zainteresuje... wypłyną z tego same korzyści.

Wiem, bo przetestowałam. Emisia długo nie chciała mówić. Nie jestem jednak z tych mam, które wpadają w panikę, bo ich dzieci nie postępują według podręcznika. Pucio zachęcił ją do mówienia. Kazała go sobie pokazywać kilka do kilkunastu razy dziennie. Z początku tylko słuchała i oglądała. Powtarzała może ze 2, 3 dźwięki. Potem coraz więcej i więcej, aż wreszcie poznała wszsytkie i z dumą je prezentowała. Czytałyśmy wspólnie. Ja tekst, ona wyrażenie dźwiękonaśladowcze. Bocian był jej ulubieńcem. Przeżywała każdą stronę. Bo jak tu nie przeżywać stłuczonego przez kota wazonu. Wszak to nunu, gdy cici cici zrobi bach! 

Pucio i jego sympatyczna rodzinka, są tacy jak my. Emisia się z nimi utożsamiała, bo książeczka koncentruje się na życiu maluszka. Jest uniwersalna. Wspiera rozwój mowy dziecka poprzez zabawę. Jest doskonale przemyślana pod kątem logopedycznym i pedagogicznym. Rodzic znajdzie w niej cenne rady, które pomogą w samodzielnej pracy z maluchem i uczuli na nieprawidłowości, bowiem na pierwszej stronie znajdziecie w niej mały poradnik od autorki, jak książkę używać. Jak czytać, by dziecko wspierać i czego unikać podczas zabawy z książką. Autorka zwraca uwagę, by dziecka nie naciskać, nie zmuszać, dać mu czas, aby samo zechciało się bawić.

co czytać rocznemu dziecku

Sceptykom, którzy pomyślą, że książka jest zbyt prosta pragnę przypomnieć, że pragnąć stymulować rozwój mowy najmłodszych pociech nie chodzi o czytanie długich tekstów o barwnym języku, lecz wspólne opowiadanie, o tym co się dzieje na obrazku. Im prościej, tym lepiej. A już wspaniale, gdy przy tym zadajemy pytania typu: co to? Kto to? Co robi? Jak mówi?

PUCIO UCZY SIĘ MÓWIĆ, to książka po którą warto sięgnąć. Podoba się zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Uprzedzam jednak, że to pozycja wielo..wielo...wielokrotnego użytku.



Powyższa recenzja otwiera tym samym kampanię społeczną #KOCHANIEprzezCZYTANIE wspierającą codzienne, głośne czytanie dzieciom. To akcja pod patronatem fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom, którą rozpowszechnia ponad 130 blogerów. Moim celem jest zachęcenie rodziców do wykształcenia tego pięknego nawyku, jakim jest wspólne czytanie. Czytając dzieciom na głos zaspokajacie wszystkie jego potrzeby emocjonalne, pielęgnujecie więź i budujecie fundament na przyszłość, tworząc prawdziwą magię. Pracując nad przedsięwzięciem, marzyłam o tym, by każde dziecko otrzymało w darze ten krystalicznie czysty, dobry świat pełen emocji, przygód i możliwości.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to ponad 130 blogerów, którzy codziennie od 1 do 31 marca będą tworzyć dla Was recenzje najpiękniejszych i najwartościowszych ich zdaniem książek. Książek, które uczą, bawią, kształtują światopogląd, uczą wartości moralnych, tłumaczą. Książek, które mają Was zainspirować i sprawić, że zrobicie pierwszy krok, a potem kolejny i kolejny.

Przez cały marzec w mediach społecznościowych (tj. na facebooku oraz Instagramie) po wpisaniu #KOCHANIEprzezCZYTANIE odnajdziesz zdjęciach książek dla dzieci lub foteczki małych molików książkowych. Dołączyć może każdy. Ty również! Wystarczy że wstawisz zdjęcie książki dla dzieci z mini recenzją lub zdjęcie, które pokazuje jak fajnie jest razem czytać. Pamiętaj by użyć hashtaga oraz otagować mnie czyli @save the magic moments jako twórcę tego przedsięwzięcia.

KAŻDE DZIECKO ZASŁUGUJE NA TAKIE CHWILE BLISKOŚCI, OKRASZONE ODROBINĄ MAGII. WŁAŚNIE PO TO POWSTAŁO #KOCHANIEprzezCZYTANIE.

Chcesz dołączyć? Dowiedz się więcej.

Kampanię po raz pierwszy utworzyłam w ubiegłym roku. Jeśli chcesz zobaczyć, jaką pozycję wówczas polecałam oraz co proponowali pozostali blogerzy biorący udział w wydarzeniu, zajrzyj koniecznie. 
Polecam również, sięgnięcie po sprawdzone pozycje (tu, tu, tu, tu, tu, tu i tutaj).
 
 


Badania potwierdzają, że głośne czytanie dzieciom zaspokaja wszystkie potrzeby emocjonalne dziecka, w tym miłości, uwagi, stymulacji. Dziecko, któremu codziennie się czyta, czuje się kochane. Czuje się ważne, co sprzyja budowaniu jego poczucia wartości. Buduje również więź z czytającym, nie wspominając o korzyściach językowych. Mogłabym tak długo wymieniać, bo zalet jest bardzo wiele, a sama czynność wymaga jedynie czasu oraz chęci, do tego jest nieprawdopodobnie miła. Czytacie dzieciom? Mam nadzieję, że tak i podobnie jak ja uważacie, że przyniesie to Waszemu dziecku mnóstwo korzyści. Jeśli tak koniecznie dołączcie do kampanii społecznej promującej CODZIENNE CZYTANIE DZIECIOM NA GŁOS, czyli #KOCHANIEprzezCZYTANIE.

Jestem mamą dwóch wspaniałych dziewczynek. 5 letniej Majeczki oraz 2 letniej Emilci, które kochają czytanie. Dla Nas dzień bez książki nie istnieje. I nikt tu nikogo nie zmusza, ani nie narzuca. Dziewczynki same o to proszą. Młodsza dumnie rzuca obok mnie książki na kanapę i stanowczo nakazuje: MAMA CYTAĆ! Nie przyjmuje odmowy. Dla starszej brak wieczornej lektury oznacza najsroższą karę. Widzę jak wiele im to daje. Jak wiele nam to daje. Emisia odkąd zainteresowała się książkami, zaczęła robić postępy w mowie, a starszej łatwiej wytłumaczyć otaczający nas świat przez lekturę. Książki jednak starannie dobieramy, korzystam z rad innych blogujących mam. Czytam recenzje, oglądam zdjęcia. By nie ograniczać się jedynie do książek wydawnictw, które mają lepsze przebicie na rynku, często korzystam z zasobów bibliotecznych. Nie macie pojęcia ile książkowych perełek nie doczekało się wznowienia nakładu. Chciałabym, by czytali wszyscy rodzice. By korzystali z tego dobrodziejstwa. By wiedzieli, po które książeczki sięgać. Dlatego stworzyłam tę akcję.

 

KAMPANIA SPOŁECZNA SKIEROWANA DO RODZICÓW

 
#KOCHANIEprzezCZYTANIE to kampania społeczna na rzecz głośnego CZYTANIA DZIECIOM. To akcja, którą utworzyłam już w ubiegłym roku, a którą planuję powtórzyć w marcu b.r. To inicjatywa, która ma zachęcić rodziców do codziennego czytania dzieciom na głos, wykształcić w nich pozytywny nawyk oraz pokazać po jakie książki warto sięgnąć.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to ponad 100 blogerów, którzy w ciągu 31 dni marca, zaprezentują Wam najlepsze ich zdaniem książki dla małego czytelnika w każdym wieku.

W ramach #KOCHANIEprzezCZYTANIE na moim profilu INSTAGRAM, a także profilu KAŻDEJ OSOBY, KTÓRA ZECHCE DOŁĄCZYĆ, każdego dnia może ukazać się zdjęcie, na którym zaprezentujemy perełki z biblioteczki naszych dzieci, które naprawdę warto poznać. Dlaczego? Bo pokażemy książki, nie tylko najbardziej kochane przez dzieci, ale również polecane przez mamy, bo niosą ze sobą pozytywne wartości, pomagają walczyć z problemami, tłumaczyć otaczający nas świat, bawić oraz rozwijać. 
#KOCHANIEprzezCZYTANIE jest kampanią skierowaną do rodziców, którzy podobnie jak ja wiedzą, jak ważne jest czytanie dzieciom. Do mam, które doskonale rozumieją korzyści płynące z tej czynności.  Do mam, które robią to codziennie i chciałyby zachęcić do tego wszystkich rodziców.  W marcu namawiam do zalewania mediów społecznościowych zdjęciami książek dla dzieci czy też zdjęć rodziców podczas czytania dzieciom.
#KOCHANIEprzezCZYTANIE to również ciekawe konkursy, w których do zdobycia będą książeczki dla dzieci. 
Marzę o tym, by hashtag #KOCHANIEprzezCZYTANIE zalał Facebooka oraz Instagram. Chciałabym, by zaroiło się od zdjęć czytających dzieci i mam oraz książeczek, które przekazują pozytywne wzorce, bawią, uczą, tłumaczą, krzewią pozytywne wartości i kształtują kręgosłup moralny Twojego dziecka. 

Do akcji zaprosiłam ponad 100 blogerów, którzy mają dzieci w różnym wieku, a niektórzy nawet ich nie mają, ale wspierają naszą akcję i całym sercem popierają ideę czytania dzieciom. Będziemy pokazywać książeczki znane, jak również te, po które warto wybrać się do biblioteki, bo są już unikatowe. Pokażemy Wam perełki. Nie tylko okładki, ale i wnętrze, byście nie kupowały kota w worku i miały pewność, że dana lektura jest dostosowana do rozwoju oraz możliwości Waszego dziecka. Poradzimy od czego zacząć, pokażemy książeczki, które przekonają nawet najbardziej oporne dziecko.


FUNDACJA CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM - HONOROWYM PATRONEM WYDARZENIA


Tak! Aż sama nie mogłam w to uwierzyć, ale Fundacja CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM postanowiła wesprzeć moją kampanię, popierając ją jako zgodną z założeniami fundacji!! Jest mi niezmiernie miło, że mój pomysł został doceniony! Mam nadzieję, że przyłączy się do Nas jeszcze więcej mam i tym samym sprawimy, że rodzice, którzy nie czytają dzieciom, zaczną to robić. Brak czasu jest tylko wymówką. Wystarczy naprawdę niewiele!

Co o tym myślisz?

Jeśli spodobała Ci się ta idea dołącz do Nas!

 

W dniach od 1 do 31 marca wstaw na facebooku lub na instagramie zdjęcie książki dla dzieci wraz z jej krótkim opisem lub po prostu waszą wspólną fotę podczas czytania. Nie zapomnij o hashtagu  #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Będzie mi również niezmiernie miło, gdy otagujesz mnie poprzez wpisanie @save the magic moments jako organizatora tego przedsięwzięcia. Tym samym będę wiedziała, że dotarłam również do Ciebie. Sprawisz mi mega frajdę i dasz satysfakcję, że mój pomysł jest naprawdę dobry.
Blogujesz? To wspaniale. Dołącz do grupy roboczej blogerów na facebooku, gdzie odnajdziesz wszystkie niezbędne informacje oraz banery. Możesz stworzyć własny post z recenzją książeczki oraz krótką wzmianką na temat kampanii. 
Jeśli sama jesteś molem książkowym, to zachęcam do dołączenia do mojego Klubu Książki na facebooku PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ.
 

To jak? Działamy? Popierasz moją kampanię społeczną? Proszę pomóż mi trafić do większego grona. Kliknij like na facebooku, udostępnij ten post lub PLAKAT! Niechaj trafi do Twoich znajomych i ich znajomych oraz znajomych znajomych
Inspiracji szukajcie pod hasłem #KOCHANIEprzezCZYTANIE, bo hasło działa od ubiegłego roku!




Jako samozwańcza promotorka czytelnictwa, patron kilku książek, założycielka klubu książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ, autorka WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ, pomysłodawczyni #KOCHANIEprzezCZYTANIE#CZYTAJzNAMI, #WAKACJEzKSIĄŻKĄ i mały molik nie byłabym sobą, gdybym nie robiła książkowego podsumowania roku. Tak, czytam książki. Czytam dużo książek, bo 64 książki w rok uważam za mega osiągnięcie. A Ty ile przeczytałaś książek w 2019 roku.

Oj tak, to był mój najlepszy czytelniczo rok. Wiesz, nigdy bym się nie spodziewała, że jestem w stanie tyle pochłonąć. Dawniej patrzyłam na takich ludzi z podziwem lub lekkim strachem. Toż to mole książkowe, książkowe freaki. A dziś jestem jedną z nich. Jako mama dwójki dzieci, rozkochana w czytaniu, nawet nie śmiałam stawiać sobie za wyzwanie, że w 2018 r. przeczytam 52 książki. To było dla mnie coś niewyobrażalnego. Dziś wiem, że kluczem jest po prostu sięganie po odpowiednią lekturę, ale nie tylko. Wiecie co jest złotym środkiem? Mieć z kim o tych książkach porozmawiać. Poważnie. Nigdy bym tyle nie czytała, gdyby nie moje dziewczyny z Klubu Książki. To one mnie motywują, inspirują i pod nos podtykają wspaniałe książki, po które sama bym nie sięgnęła.

Staram się nie zamykać tylko w jednej kategorii książkowej. Książki przeczytane w 2018 roku to książki z zakresu różnej tematyki. Staram się sięgać zarówno po klasykę (nadrabiając swoje braki), jak i po coś dla mnie nowego: nieznani autorzy, nowe gatunki literackie. Mało znam nasz polski rynek, dlatego powolutku zaznajamiam się również z prozą rodzimą. Chcecie zobaczyć, co przeczytałam w ubiegłym roku? Co mnie najbardziej zauroczyło, co totalnie zaskoczyło, a co rozczarowało i radzę omijać szerokim łukiem? Zapraszam na

KSIĄŻKOWE PODSUMOWANIE 2018 r.



TO, CO POSZERZA HORYZONTY 

(Wiem, ambitnie to brzmi, ale chodzi o gatunki, po które normalnie nie sięgam. Coś, co pomoże mi nieco poszerzyć swoją wiedzę i horyzonty. Nie było tego w tym roku wiele, bo bądźmy szczerzy, przy moim trybie życia, potrzebuję bardziej rozrywki i odskoczni niż ciężkich klimatów, skłaniających do refleksji.)
1. Justyna Kopińska "Z nienawiści do kobiet" (reportaż) - po wspaniałych zbiorze, jakim był "Polska odwraca oczy" po prostu musiałam sięgnąć po tą pozycję, ale... mimo profesjonalnemu podejściu pani Justyny, mimo poruszanej tematyki, byłam rozczarowana. Nie wiem, kto postanowił nadać tytuł tej książce i kierować na myślenie o kobietach, bo ta książka absolutnie nie miała z tym nic wspólnego. Powiedziałabym, że reportaże można by dorzucić do poprzedniej książki, jako uzupełnienie. Na plus - genialny wywiad z autorką, odsłaniający kulisy jej pracy nad zbieraniem materiału.
2. Madeline Miller "Kirke" (fantasy) - fantastyka to coś, co jest mi zupełnie obce. Poza Harrym Potterem i mojej słabości do wampirów wszelakiej maści nigdy nie sięgałam po tę gałąź literatury, a jest ona niesamowicie rozłożysta. Okładka Kirke mnie przyciągała jak magnez, a że lubię mitologię grecką, skusiłam się.  Bardzo spokojna opowieść o córce Heliosa i jednej z Nimf. Opisuje obłudę, okrucieństwo i narcyzm bogów. Układy i układziki. Ciężkie życie szaraczków. Muszę przyznać, że książka napisana jest przepiękną, wyrafinowaną prozą. Czystość konstruowania tekstu to zdecydowanie domena autorki.
3. Elizabeth Winder "Marylin na Manhattanie" (biografia beletryzowana) - mam słabość do Marylin, porusza mnie jej historia. Jest taka niesprawiedliwa, taka okrutna, taka przygnębiająca. Piękna kobieta, której intelektu prawie nikt nie zauważał. W książce znajdziecie informacje na temat przedzierania się kobiet przez gąszcz szowinistycznych reżyserów, aktorów i producentów. Nie uwierzycie, jak śmieszne gaże dostawała ikona piękna. Utorowała drogę dzisiejszym aktorkom. One mają lepiej, ona zapłaciła za to okrutną cenę.

NOWI AUTORZY

 (Nie, bynajmniej nie chodzi o wschodzące gwiazdy. Pod hasłem nowi autorzy, kryją się najbardziej znane nazwiska, których ja po prostu do tej pory nie czytałam. Najwyższa pora poznać, prawda?)
4. Tess Gerritsen "Chirurg" - kiedyś uwielbiałam thrillery. Jako mama sięgam po nie, coraz rzadziej. Jednak Tess musiałam poznać. Przyznam, że jest świetna. Makabryczna. Bardzo dosadna w swoich patologicznych opisach, ale wciąga, oj wciąga. Świetna praca z dialogiem.
5. Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka" - Postanowiłam autorce dać jeszcze jedną szansę. No i była to lektura w Klubie "Przeczytaj i Podaj dalej" - Nie zachwyciło mnie. Romansidło, od co. Chyba nie zakocham się w tej autorce pomimo, iż wszyscy tak nad nią pieją.
6. Lucinda Riley "Siedem sióstr" - tom 1 - Saga Siedmiu Sióstr to połączenie baśni ze świetną powieścią obyczajową. To wyjątkowa saga rodzinna. Powieść o 6 siostrach, adoptowanych przez tajemniczego bogacza, które po jego śmierci odkrywają swoje korzenie. Nazwane imionami mitycznych Plejad, wędrują przez różne kontynenty, mierząc się ze swoją historią. Cudownie wciągające. I oto moje odkrycie roku. Lucinda Riley. Zakochałam się w tej sadze. Coś wspaniałego. Uwielbiam książki, w których zastosowane są retrospekcje, gdzie akcja toczy się dwutorowo, gdzie prawdę o teraźniejszości odkrywamy w przeszłości i dzięki niej kształtujemy swą przyszłość. Siedem sióstr to podróż w przeszłość i podróż po świecie. Tom pierwszy, wraz z pierwszą siostrą zabiera nas do Rio de Janeiro w czasie konstruowania wielkiego pomnika Chrystusa i do dekadenckiego Paryża.
7. Lucinda Riley "Siostra burzy. Siedem sióstr" - tom 2 - Druga siostra Ally zabiera nas w podróż do Norwegii sprzed 100 lat. Ta część jest mocno powiązana z muzyką.
8. Lucinda Riley "Siostra cienia. Siedem sióstr" - tom 3 - Star stała się moją ulubienicą. Może to za sprawą miejsca akcji, którym jest Anglia, może miłości do książek, bowiem jedną z postaci jest Beatrix Potter. To zdecydowanie mój ukochany tom.
9. Lucinda Riley "Siostra perły. Siedem sióstr" - tom 4 - Za to ten najmniej lubiany. Cece nie przypadła mi do gustu. Napastliwa, pyskata, nie umiejąca znaleźć swojego miejsca. Znad Tamizy zabiera nas w podróż do Tajlandii, a potem do Australii, gdzie poznajemy historię aborygenów i ich baśniowe wierzenia.
10. Carlos Ruiz Zafon "Książę Mgły" - I tom - Trylogia Mgły - Wiem, jestem chyba jedyną osobą na świecie, która nie zna tego autora. Rozmiar Cienia wiatru mnie przeraził, więc postanowił zacząć od czegoś małego. Delektowałam się każdym zdaniem tej książki. Fakt, że zakończenie mnie mocno zakończyło, ale... jak ten facet bawi się słowem, jak łączy je w zdania w nieprawdopodobnym kunszcie pisarskim. Czytanie Zafona, to uczta dla znękanego kolokwializmem umysłu łaknącego piękna.
11. Markus Zusak "Złodziejka książek" - Przed przeczytaniem tej książki nawet sobie nie wyobrażałam, jak lekkim można uczynić temat holokaustu, nie bagatelizując go i okazując należyty szacunek. W przystępny sposób, łatwiejszy do strawienia, ukazując przez pryzmat dziewczynki i jej miłości do książek. Ciekawa lektura, ciekawa konstrukcja, ciekawa perspektywa. Dla młodzieży - świetny sposób na zmierzenie się z martyrologią żydowską. Zestawienie nękanego Żyda z niemiecką dziewczynką poddaną propagandzie - świetny pomysł.

POLSCY AUTORZY

(Przez wiele lat omijałam szerokim łukiem, ale powoli rozgaszczam się na naszym podwórku. Czasem mnie rozczarowuje, czasem mile zaskakuje - macie swoich ulubionych polskich autorów?)
12. Anna Dąbrowska "W rytmie passady" - Liczyłam na jakiś miły romans z moim kochanym tańcem w tle, a zastałam dramat, który mnie sparaliżował. Po tej książce chodziłam struta przez jakieś 2 tygodnie. Przesłanie mądre i wstrząsające.
13. Augusta Docher "Cała ja" - najgorsza książka, jaką wzięłam do ręki. Dla mnie totalne dno. Szkoda miejsca w sieci na nie. Nigdy więcej.
14. Katarzyna Nosowska "A ja żem jej powiedziała" - krótkie felietony o wszystkim i o niczym. Cudowny przerywnik dnia, szczególnie złego dnia. Poprawiają humor i wprawiają w głupawkę. Świetne pióro, przepiękny zasób słów, elokwencja i kwintesencja polskiego oratorstwa. Niektórzy zarzucają, że krótkie, że o niczym, a ja uważam, że Nosowska z dużą dawka ironii, dystansu i poczucia humoru porusza dość ważne tematy. Samo życie. Krótko i w punkt. Genialna książeczka.
15. Agnieszka Olejnik "Randka pod jemiołą" - przyjemna lektura, nieco inna od tych wszystkich świątecznych. Wspaniałe poczucie humoru, którego długo nie mogłam znaleźć w polskich książkach. Oryginalne motywy.
16. Agata Przybyłek "Ja chyba zwariuję" - Ta książka zupełnie do mnie nie przemówiła, niby z poczuciem humoru.
17. Anna Tabak "Deadline na szczęście" - Ani będę zawsze kibicować, to jej druga książka i bardzo dobra. Ania ma świetny warsztat i choć życie w korporacji jest mi zupełnie obce i ten klimat mnie nie przekonuje, to opowieść jak najbardziej na tak.
18. Natalia Sońska "Cała przyjemność po mojej stronie" -To że uwielbiam Sońską każdy wie. Za ciepło z niej płynące, ale i za dobro oraz delikatność. Nie rozumiem, czemu dobro stawia się na równi z naiwnością, jakby było czymś złym i wartym wyśmiewania. Sońska pokazuje, że dobroć jest nadal na fali.
19. Natalia Sońska "Listy (nie)miłosne" - a to Kochani mój pierwszy PATRONAT MEDIALNY! Tadam! Troszkę inna książka autorki, w zupełnie odmiennym klimacie, bardziej smutnym, bardziej realistycznym, bardziej egoistycznym. Bo jaka jest kobieta porzucona? Książka idealna dla tych, którzy nie potrafią się pozbierać po rozstaniu.
20. Natalia Sońska "Uwierz w miłość, Calineczko" - mój drugi patronat! :) klimatyczna i nastrojowa jak chatka w górach, ciepła jak żar z kominka i aromatyczna jak grzaniec - nie wyobrażam sobie przygotowań świątecznych bez książek Natalii. Sięgnijcie koniecznie.
21. Karolina Staszak "Co teraz? Moja ukochana została matką!" - mini książka, poradnik, dedykowana mężczyznom, którzy nie wiedzą, jak obudzić partnerkę w kobiecie po porodzie, jak ją wesprzeć, jak pomóc wrócić do "normalności".
22. Karolina Wilczyńska "Spełnione marzenia" - Niby książka świąteczna, ale ... bardzo realistyczna, przykry obraz dziewczynki z zapałkami naszych czasów, okrutnych czasów ze znieczulicą na cudze nieszczęście i szczęście.

LITERATURA DZIECIĘCA I MŁODZIEŻOWA

(Pewnie doskonale zdajecie sobie sprawę, czemu sięgam po takie książki? Nie, nie czytam wszystkich Mai. Nadrabiam braki i tworzę niekończącą się listę must-read dla moich dziewczynek. No niech Ci będzie - przyznam się - młodzieżówka zaś to mój guilty pleasure)
23. Jay Asher "13 powodów" - głośno było wokół tej książki. Myślę, że niesłusznie. Bardzo błahe potraktowanie tematu, moim zdaniem zbagatelizowane.
24. Kelly Barnhill "Dziewczynka, która wypiła księżyc" - Piękna i zarazem okrutna powieść. Mocno przypominająca baśnie, jakie pamiętamy z dzieciństwa: mroczne, przerażające, ale z pięknym przesłaniem. Warto poznać, ale nie dla wrażliwych dzieci.
25. Christianna Brand "Niania Matylda"  - z pewnością znacie film, jest zabawny. Książka zaś? Hmnnnn, nie przeczytałabym jej dzieciom. Wyznaję inne zasady rodzicielskie.
26. Frances Hogdson Burnett "Tajemniczy Ogród" - nie byłam pewna, czy kiedyś ją czytałam, więc... a to znać należy, prawda?
27. Tove Johnsson "Zima muminków" - chyba jestem inna, bo naprawdę nie jestem zachwycona Muminkami.
28. Astrid Lindgren "Dzieci z ulicy Awanturników" - ale nam się wesoło czytało, bo tak czytałyśmy z Mają i to nie raz, i nie dwa.
29. Astrid Lindgren "Lotta z Ulicy Awanturników" - c.d.
30. Lucy Maud Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza" - jak miło było powrócić na Zielone Wzgórze, ohhh uwielbiam Anię!
31. Janina Porazińska "Pamiętnik Czarnego Noska" - znalazłam za grosze w Biedronce i postanowiłam zakupić na poczet przyszłości. Fajna opowiastka dla młodszych czytelników.
32. J.K. Rowling "Baśnie Barda Beedle'a" - tu rozczarowanie. Miałam nadzieję na coś zachwycającego, a zastałam coś przeciętnego - takie pisane na siłę, ale w szczytnym celu chociaż :)

PORADNIKI RODZICIELSKIE

33. Joanna Faber, Julie King "Jak mówić, by maluchy nas słuchały" - świetna pozycja, polecam absolutnie każdemu rodzicowi. Wyjaśnia bardzo wiele niezrozumiałych dla dorosłego zachowań dziecka i wskazuje konkretne rodzaje zachowań.
34. Jasper Jull "Agresja - nowe tabu?" - to jest guru od wychowywania dzieci i choć jego styl nie do końca mi odpowiada, to temat poruszony w książce jest mi bardzo bliski. Zdecydowanie przeczytam jeszcze raz.
35. Isabelle Filiozat "Moje dziecko doprowadza mnie do szału" - To autorka, dzięki której nie czuję się najgorsza matką świata. Nie poucza, nie strofuje, nie ocenia, a pokazuje, że każda z Nas zmaga się z tymi samymi problemami, uczuciami i myślami - tylko się do nich nie przyznaje. Zdecydowanie polecam.
36. Isabelle Filiozat "Próbowałam już wszystkiego" - j.w.

PORADNIKI

(Nie będę się zagłębiała w ich opis, raczej mnie rozczarowują. Zaś Regina szokuje swoją historią. Mocno współczuję.)
37. Regina Bret "Miłość"
38. Brooke McAlary "Prostota - siła codziennych rytuałów"
39. Katarzyna Miller "Zrób to, kochanie"

KLASYKA

(Klasyka to mój wielki wyrzut sumienia. Bardzo bym chciała nadrobić braki i tak sobie obiecuję, a jednak potem rzadko po nią sięgam z braku ... odpowiedniego nastroju, ale w planach lista jest długa)
40. Truman Capote "Śniadanie u Tiffany'ego" - Jako kobieta musiałam poznać tą książkę. Nią zakończyłam rok i zakończyłam go w totalnej konsternacji. Jak dla mnie bardzo smutna, przykra historia, której życia i klasy nadała historyczna wręcz rola Audrey Hepburn.
41. Agatha Christie "Tajemnicza historia w Styles" - Agatha jest zawsze dobra. Lubię takie klasyczne kryminały.
42. Lucy Maud Montgomery "Błękitny Zamek" - ohhh, to było jedno z piękniejszych odkryć tego roku. Przepiękna, wspaniała wręcz książka. Czemu ja jej wcześniej nie czytałam? I czemu książki Lucy tak ciężko dostać, poza Anią? Wspaniała historia, z nieprawdopodobnym poczuciem humoru. Absolutny must read. Jestem wdzięczna dziewczynom z mojego Klubu Książki, że tak głośno o niej piały, że nie mogłam przejść obok obojętnie. Zachwytom nie było końca. Teraz już wiem dlaczego. Przepiękna opowieść, z zaskakującym zakończeniem, z mądrym, życiowym przesłaniem. Coś pięknego! Więcej takiej klasyki. Szkoda, że tak mało znana.

TO, CO LUBIĘ

(Po prostu moje ulubione gatunki, ulubieni autorzy - choć wtop też nie brakuje)
43. Diane Chamberlain "Latarnia z Kiss River" - bardzo polubiłam autorkę za niesamowite historie, za dreszczyk emocji, za retrospekcje i dobrze nakreślonych bohaterów. Ten tytuł to druga część trylogii z Kiss River.
45. JP Delaney "Lokatorka" - lektura miesiąca w moim Klubie Książki - raczej mnie irytowała.
46. Alice Feeney "Czasami kłamię" - kolejna lektura miesiąca i wielkie wow. Ta książka mnie zaskakiwała na każdym kroku, trzymała w napięciu, przerażała i wciągała.
47. Robyn Harding "Złe towarzystwo" - Bardzo ciekawa pozycja, miałam ją zrecenzować, ale czasu brakło. Ku przestrodze, dla rodziców - warto przeczytać.
48. Kim Holden "Franco" - Kochacie Promyczka? To jeśli chcecie by tak zostało, darujcie sobie Franco. Ostrzegam.
49. Colleen Hoover "Slammed" - zakochałam się totalnie. Uwielbiam książki Hoover i jak już pewnie zauważyłam, postanowiłam przeczytać je wszystkie. Najlepsze są właśnie te pierwsze. Uwielbiam te emocje. A Will jest po prostu cudny!
50. Colleen Hoover "Point of retreat" - to druga część powyższej powieści. Równie dobra.
51. Colleen Hoover "This girl" - to trzecia - ale to już jakby historia opowiedziana na nowo, oczyma Willa.
52. Colleen Hoover "Hopeless" - kolejna książka, w której jestem zakochana i kolejny cudowny facet.
53. Colleen Hoover "Losing Hope" - Druga część Hopeless.
54. Colleen Hoover "Finding Cindirella" - część uzupełniająca Hopeless.
55. Colleen Hover, Tarryn Fisher "Never, never"  - W duecie brakło mi pióra Hoover, bo książka jest już surrealistyczna, z elementami surrealizmu magicznego.
56. Colleen Hover "Without Merit" - a to już zupełnie inna proza autorki. Z przesłaniem do nastolatek i ich rodziców.
57. Colleen Hover "Wszystkie nasze obietnice" - Żałuję, że wydawnictwo pokusiło się o tłumaczenie tytułu, bo najfajniejsza jest w Hoover właśnie dwuznaczność wyrazów. Po przeczytaniu lektury wszystko staje się jasne. Najnowsza książka. Bardzo inna od poprzednich. Widzę, że autorka zmienia kierunek swojej twórczości, chcąc wpłynąć na swoich czytelników, podając im do przetrawienia trudne tematy. Tu coś dla dojrzałych czytelników. Powoli odchodzimy od nastoletniej grupy docelowej.
58. Guillaume Musso "7 lat później" - Kto mnie zna, wie, że to mój ulubiony autor. A kocham go za to, że fabuła nigdy nie mogłaby być rzeczywistością.
59. Guillaume Musso "Papierowa dziewczyna" - książka pełna surrealizmu magicznego, co u Musso kocham najbardziej.
60. Guillaume Musso "Apartament w Paryżu"  - najnowsza książka Musso była dobra, nie tak dobra jak moje ukochane, ale dobra. Tym samym poznałam całą twórczość autora, czekając na kolejne pozycje.
61. B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" - świetny thriller, czytałaś? Jak nie - zanotuj!
62. Devney Perry "Lista życzeń" - to byłaby piękna książka, pełna miłości, pełna emocji - niestety wątek erotyczny zbyt wulgarny, co mocno kontrastowało z czystością opisywanych uczuć. Tu autorka się wyłożyła.
63. Mary Ann Shaffer, Annie Barrows "Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek" - to chyba mój numer jeden w tym roku. Książka epistolarna, zbiór listów, ale napisana tak, że w ogóle się tego nie czuje. Ma w sobie niesamowity ładunek ciepła, ludzkiego dobra, życzliwości, wiary i czegoś ulotnego, czego nie umiem nazwać słowami, a słowo magia, to zdecydowanie za mało i do końca tego nie wyraża. Wiem, że tytuł jest śmieszny, ale książka traktuje o okupacji jednej z wysepek brytyjskich oraz o książkach, które... uratowały tym ludziom życie. Wydawało mi się, że Złodziejka Książek, była lekturą, która z lekkością przeszła przez ciężki temat wojenny, ale ta książka... nie przeraża, nie bulwersuje... ona daje nadzieję, siłę i napawa dumą. Niech Was nie zniechęci tytuł.
64. Josie Silver "Jeden dzień w grudniu" - przepiękna opowieść o zakazanej miłości, o marnowaniu okazji i poświęceniu dla innych, które nie ma sensu. To nie książka świąteczna! Bardzo przyjemnie się czyta, przeżywając z bohaterką jej rozterki, ból, uniesienia.


Ufffff, ktoś dobrnął do końca, nie skacząc jedynie po tytułach? Mam nadzieję, że tak! Jak widzisz, nie jestem statystycznym Polakiem i jestem z tego dumna. To mój osobisty sukces. Mimo przeczytania tylu książek, nie czuję się jednak osobą oczytaną. Wciąż mam ogromne braki w literaturze klasycznej i częściej sięgam po własny segment. Jako wiecznie niewyspana matka karmiąca unikam literatury z górnej półki, tej bardziej ambitnej. Jestem zbyt zmęczona, by skupiać się na czymś naprawdę trudnym. Dlatego unikam reportaży, literatury pięknej, cenionych i nagradzanych autorów. Zwyczajnie na ten moment potrzebuję odskoczni. Jestem na innym etapie czytelniczym. Ale wiem, że i na bycie wytworny czytelnikiem przyjdzie pora. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, prawda? 

A Ty, co dobrego przeczytałaś w minionym roku? Polecisz mi coś? A może przeczytałaś którąś z wymienionych przeze mnie książek i masz zgoła odmienne zdanie? Odnotowałaś któryś tytuł do przeczytania?



Rzadko robię podsumowania roku. Jeśli patrzę wstecz, to robię to zwykle w dniu swoich urodzin. Sylwester jest dla mnie zwyczajną datą w kalendarzu. Zwykle z miesiąc potrzebuję, by prawidłowo zacząć pisać datę. Nie mniej jednak, lubię chociaż przejrzeć zdjęcia na Instagramie i w ten sposób przypomnieć sobie ważne chwile, które czasem po prostu umykają.

Jaki był 2018 rok? Szybki jak błyskawica, pełen chorób, upałów, wyjazdów i ogólnie...ciężki. Ten czas dosłownie przeleciał mi między palcami. Nie wiem, kiedy się skończył. Naprawdę. Mama zawsze mi powtarzała, że gdy pojawią się w moim życiu dzieci czas mi przyśpieszy, ale nie sądziłam, że to będzie aż tak namacalne. Większość czasu spędziliśmy w domu chorując. Nie przesadzam. W roku szkolnym przerwy na zdrowe dni były tak rzadkie, że nasze nasze życie towarzyskie legło w gruzach. Dziewczynki słabo przywitały tamten rok, bo od Bożego Narodzenia były mocno chore, potem to już była po prostu kontynuacja. W lutym Emisia omal nie wylądowała w szpitalu na jakiegoś paskudnego entorowirusa i w swoje urodzinki wyglądała niczym jeden z X-manów z fioletowym ciałkiem (od góry do dołu wysmarowana piochtaniną). Aż do kwietnia czas płynął nieubłaganie między jedną wizytą u lekarza, a drugą. I wreszcie przyszedł maj... a z nim  upały. Achhhh co to było za lato. Najgorętsze jakie pamiętam. Weekend majowy z upałami? To dopiero coś! Tym samym rozpoczęliśmy sezon na podróże.

W maju odwiedziliśmy rodzinkę na Opolszczyźnie, w czerwcu odwiedziliśmy najcudowniejsze miejsce dla rodzin po słońcem, pod koniec czerwca jeszcze raz wyjechaliśmy tym razem do naszej ukochanej Jastarni, potem latem znów zawitaliśmy na Opolszczyźnie, a we wrześniu pojechaliśmy do Sopotu. Oj tak było podróżniczo. 

A potem... powrót do przedszkola i jeszcze więcej chorób.

No i ten rok był dla mnie wyjątkowy, bo ostatni mój z dzieciakami. W październiku wróciłam do pracy zawodowej. Fakt, że na pół etatu, ale od tego momentu czas się dla mnie zatrzymał. Mentalnie jestem nadal w październiku. Dni upływają, a ja mam wrażenie, że dryfuję w innej czasoprzestrzeni. Jest mnie tu mniej... dużo mniej, bo wieczorami po prostu zasypiam, albo zastygam w niemocy.

Jedno się nie zmienia: moja miłość do książek. Zorganizowałam w tym roku kampanię dla rodziców, promującą wspólne czytanie #KOCHANIEprzezCZYTANIE, dwie wymiany książkowe (a więc Przeczytaj & Podaj Dalej), na które przybywa z każdą edycją coraz więcej molików, nadal prowadzę mój Klub Książki, bo mam tam wspaniałe, kochane kobietki, które mnie motywują i inspirują. Po raz pierwszy objęłam również swoim patronatem wydanie dwóch książek. Co więcej, z Dagmarą zorganizowałyśmy piękną kampanię z myślą o trwaniu w udanych związkach, czyli #DBAMboKOCHAM. Powstało tyle wspaniałych, wzruszających tekstów, że nie mogłam w to uwierzyć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak blogosfera się rozwija i jaki ma ogromny potencjał. Cieszę się, że choć w tak małym stopniu mogę być jej częścią.

Jeśli chodzi o dziewczynki to był to niesamowicie intensywny rok dla Emilci. Tak bardzo się zmieniła, tyle osiągnęła, tyle poznała, tyle się nauczyła. A Majeczka wyrosła na piękną, mądrą, choć niesamowicie delikatną i wrażliwą panienkę. Więcej o Nas zawsze poczytacie na FB oraz na Instagramie, bo tam pojawiamy się niemal codziennie. Jednak ten rok nauczył mnie odpuszczania i stawiania na piedestale tego, co dla mnie ważne. Coraz częściej robię sobie komputerowo - komórkowe detoksy. Coraz więcej łapię oddechów, bo naprawdę tego potrzebuję. Bycie mamą nie jest łatwe, jest cholernie wymagające. Szczególnie, gdy ma się dziecko, które nie śpi.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak sen w naszym życiu jest ważny. Bez niego jest naprawdę ciężko. Powiem Wam tak, ten rok mnie zniszczył. Zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Nie chodzi o to, że był jakiś zły. Ja po prostu od dwóch lat permanentnie nie śpię i czuję się przez to o 10 lat starsza. Umęczona, poirytowana, rozdrażniona, zasypiająca w rożnych dziwnych miejscach. 
 
Mimo to... nie chciałabym być nigdzie indziej i z nikim innym. Padam na ryj, ale kocham być mamą. Spójrzcie na te zdjęcia. Wiem. Nie pokazuję siebie o poranku. Nie pokazuję płaczących dzieci. Ani mnie krzyczącej do zdarcia gardła. Nie pokazuję, jaki w domu mam bałagan, ani mojej wielkiej sterty prania, która nigdy się nie kończy (najwyraźniej kupiłam samonapełniający się kosz do bielizny). Nie robię tego, nie dlatego, by mydlić Wam oczy, bo głośno o tym mówię, ale są pewne rzeczy, które są zwyczajnie zbyt osobiste. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

Ciekawa jestem, jaki będzie 2019? Bo już wiem, że wcale nie zwolni tempa.
 

A Wam jak upłynął ubiegły rok? Przyniósł jakieś spektakularne zmiany lub sukcesy?

Jeśli przypadły Ci do gustu nasze foteczki i my :) serdecznie zapraszam do śledzenia Nas na Instagramie :)

 
 
 
prezent na dzień babci i dziadka
To już u mnie tradycja, że co roku o tej porze podpowiadam Wam troszkę, co podarować ukochanym dziadkom z okazji ich Święta. Zawsze staram się wymyślić coś oryginalnego, by sprawić im przyjemność i nieco zaskoczyć, a jednocześnie wywołać wzruszenie. Dopóki dziewczynki nie urosną na tyle, by same o to zadbać, staram się im pokazać, że robienie niespodzianek najbliższym, jest tak samo miłe, jak ich otrzymywanie. Zwykle stawiam na emocje oraz wspólnie spędzony czas, jednak nie wyobrażam sobie też nie przygotować jakiś prezentów. Te zaś lubię, gdy są personalizowane i pełne... wnuków.

Wiem, że rok się już zaczął, ale ja proponuję Wam zakup i przygotowanie personalizowanego fotokalendarza. Zdecydowana większość dziadków nawet kalendarza jeszcze nie ma, albo ma najzwyczajniejszy w świecie. A jak myślicie, co by powiedzieli na kalendarz pełen uśmiechniętych wnuczków?  Co miesiąc inne zdjęcie lub zdjęcia, posegregowany chronologicznie ubiegły rok. W takich kalendarzach możecie zaznaczać ważne w życiu waszych dzieci daty. Możecie je tworzyć sami od deski do deski lub skorzystać z gotowych, choć przepięknych szablonów. Możecie dodawać kolorowe grafiki lub nadpisywać hasła, zrozumiałe tylko dla Waszej rodziny lub dziadków. Założę się, że obdarowani będą  po prostu zachwyceni.

Jeśli chodzi o moją mamę, nie mam już wyboru. Kalendarz jest wręcz wymagany na Gwiazdkę. Raz nie zamówiliśmy i ... babcia się obraziła na Mikołaja. Myślę, że i Wasza będzie z takiego podarku zadowolona. Zauważyłam, że starsze pokolenie przywiązuje o wiele większą wagę do fotografii. Dzięki cyfrowym aparatom robimy tysiące zdjęć, których często nawet nie sortujemy, nie wspominając już o ich wywoływaniu. Tymczasem nasi rodzice mają w domu pełno albumów.  Dla dziadków każdy złapany w kadr uśmiech, każde spojrzenie to drogocenne wspomnienie, magia wspomnień i wzruszeń.

W tym roku, by przygotować kalendarze z dziewczynami skorzystałam z oferty uwolnijkolory, gdzie ceny są naprawdę atrakcyjne, a jakość bardzo dobra. Do tego zamówienie przychodzi po prostu migusiem. Zdecydowanie dłużej zajęło mi przeglądanie i wybieranie zdjęć, a potem zabawa obrobienie ich w programie. Nie powiem, bo sprawiło mi to mega frajdę, gdy tak na spokojnie obejrzałam cały rok naszego życia. Sama nie raz się wzruszyłam. Wspominaliśmy z mężem kroki milowe Emisi, sukcesy Majusi, wspólne wyjazdy, urodziny, gafy jakie popełniliśmy. Śmialiśmy się do łez i wyszło nam małe podsumowanie roku. Podejrzewam, że niebawem zamówię fotoalbum... bo oferty przygotowywane przez firmę są tak kuszące, że grzechem byłoby nie skorzystać. Tym bardziej, że u Nas w tym roku okazja goni okazję.

Jeśli fotokalendarz już przerabialiście, jako idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka zawsze możecie zrobić fotoksiążkę, fotoalbum lub po prostu wywołać tysiące zdjęć, a potem... potem pobawić się np. w scrapbooking.

No i koniecznie pamiętajcie o laurce. Jeśli Wasze dziecko jeszcze nie potrafi rysować, odciśnijcie jego rączkę na kolorowej kartce, a potem zróbcie z niej kwiatuszka. My tak robiłyśmy, gdy dziewczynki nie miały roczku. Piękna sprawa.


Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci i Dziadka! 

najlepszy prezent na dzień babci i dziadka

Jeśli spodobał Ci się mój pomysł, zapraszam po więcej inspiracji w poniższych wpisach:
 

Polecasz również artykuł na temat roli dziadków  w wychowywaniu Twojego dziecka pt. Dziadkowie są nie tylko od rozpieszczania. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii i doświadczenia.
 
 
Natalia Sońska

Święta to czas cudów, magii i miłości. Czas pachnących pierników, wybaczania, jedności i radosnego oczekiwania. Uwielbiam grudzień, ale świąteczne przygotowania zaczynam nieco wcześniej, bo już w listopadzie. Robię sobie herbatkę w ulubionym kubku, zakładam ciepłe skarpety i sięgam po świąteczne lektury.

Właśnie w ten sposób trzy lata temu, przed Świętami, sięgnęłam po książkę Natalii Sońskiej i ...zarwałam nockę. Od tej pory czytam wszystko, co wyjdzie spod pióra tej autorki, jednak to na świąteczne książki, pełne ciepła i świątecznego klimatu, czekam najmocniej. W tym sezonie autorka zadebiutowała powieścią UWIERZ W MIŁOŚĆ CALINECZKO. To już trzecia powieść nawiązująca do baśniowych postaci, która czaruje magią świątecznego Zakopanego.
 
Maja - główna bohaterka i tytułowa Calineczka, to dziewczyna z domu dziecka. Brak jej pewności siebie, nie ufa mężczyznom i mieszka wraz z ciotką, pracując jako agent nieruchomości. Ucieka przed światem w ukochane góry, by tam po cichutku robić swoje, nie walcząc o szczęście. Bartek to najlepszy przyjaciel Mai, który nie może znaleźć wielkiej miłości. Kreatywny, lojalny, z duszą artysty. Maja wiedzie spokojny i bezpieczny żywot w domu cioteczki, jako sąsiadka pani Anieli, którą zapewne znają stali czytelnicy Natalii Sońskiej. Pani Aniela jest małym, świątecznym podarunkiem od autorki, bowiem tym razem nie pełni roli jedynie epizodycznej, a jest jedną z głównych bohaterek powieści, co mnie bardzo ucieszyło. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kochająca ciocia, która swoją siostrzenicę usiłuje na siłę uszczęśliwić. Nie ma bynajmniej złych zamiarów, kieruje nią prawdziwa miłość, ale odpowiedzialność nieco przyćmiewa jej osąd i mąci prawdziwy obraz szczęścia Mai. Ciocia bowiem po kryjomu planuje jej wesele. Ba, nawet zarezerwowała już salę, knując do spóły z ojcem przyszłego Pana Młodego. Co na to sami zainteresowani?
 
Powiem szczerze, że postać Mai początkowo mnie drażniła, jednak w miarę czytania (a powieść Sońskiej, jak zawsze czyta się na jednym wdechu), pod wpływem ujawniania historii bohaterki i jej przeszłości, zaczynałam ją coraz bardziej lubić, aż wreszcie zaczęłam jej kibicować. Z pewnością te powieści nie są dla czytelnika, który oczekuje spektakularnego romansu z pikantnymi scenami miłosnymi. I wiecie co? Właśnie za to kocham autorkę. Za subtelność, wyrafinowanie, za delikatność. Tak, jej książki są niezwykle kulturalne. Niezwykłe jak na tak młodą autorkę. Podczas, gdy większość pisarzy w zaparte stara się prześcignąć w coraz bardziej bezpruderyjnych, wręcz obcesowych opisów aktów seksualnych, Natalia Sońska pozostaje wierna starej szkole, która wierzy w wyobraźnię i inteligencję swoich czytelników. Dla mnie klasa. Cieszę się, że jej powieści są pełne ciepła i wyrafinowania. Złośliwi powiedzą infantylności, ale... przecież baśnie właśnie takie są - pełne dobra. Czy dobre wychowanie i grzeczność są infantylne? Takie książki naiwnie karmią nas prawdami o tym, jak to dobro zwycięża, miłość odnajdzie każdego, a bohaterki mimo okrutnie traktującego życia, zachowują w sobie ciepło i dobro. Tylko czy to rzeczywiście jest naiwność? Sama znam takie osoby, pełne ciepła, bezinteresowności, o gołębim sercu i poobijanych czterech literach. Bo ludzie z wielkim sercem zawsze dostają ostro po pośladkach. Ale osobiście wierzę, że karma wraca. Wierzę w życzliwość i podziwiam takie osoby. Dlatego dla mnie książki Natalii Sońskiej mimo swej grzecznej okowy zawierają wiele okrutnej prawdy o życiu, a przede wszystkim uczą, że warto zachowywać się z klasą. Nie znajdziecie tu ordynarności, a przepiękny opis rodzącej się miłości. A każda rodząca się dopiero miłość jest czysta, niczym nie skalana, piękna. Nie znajdziecie tu trywialnych, powielanych motywów, a miłość do gór. Bo autorka przenosi swą pasję na kartki papieru, w urzekający sposób opisując Zakopanem oraz nasze wzniosłe Tatry. Czuć tu wielką, prawdziwą miłość do gór oraz ogromny szacunek.

Bohaterzy Uwierz w miłość Calineczko są prawdziwi, autentyczni, z bagażem doświadczeń, które chowają głęboko pod kożuchem, zupełnie jak my wszyscy. To znakomita powieść na zimowy czas, lekka, słodka i relaksująca. A swoimi opisami potrafi sprawić, że  człowiek ma ochotę pakować walizki na ferie w Zakopanem. Spędziłam z tą książką bardzo miłe, odprężające wieczory, aż szkoda było kończyć. Zdecydowanie polecam.